23.07.2008r.
23:03,
Edynburg.
Leżałam na łóżku tempo patrząc się w biały sufit mojego pokoju, który chcąc, czy nie chcąc musiałam dzielić z moją starszą przyrodnią siostrą. Nie powiem cieszyłam się z tego. Kochałam ją. Ona zawsze potrafiła mnie zrozumieć. Miałam trudną sytuację, bo to dziwne mieszkać z kimś i mówić do niego tato chociaż nim nie jest. Dlaczego? Moja mama, a raczej nasza mama moja i Lou rozwiodła się z jej ojcem. Zamieszkała z moim, ale on zmarł, gdy miałam 4 lata. Wtedy też wróciła do swojego poprzedniego męża. Kochałam go, bo to on mnie wychowywał, ale często zastanawiam się jaki byłby mój tata. Brakuje mi go. Często płacze z tego powodu i wtedy zjawia się Louisa, gdyby nie jej pomoc zamknęłabym się w sobie. Spojrzałam na zegarek wyrywając się z kolejnego bezsensowego myślenia. Było późno. Na wyświetlaczu widniała godzina 23:03. Lou jest już dorosła ma te swoje 24 lata, ale to niebezpieczne chodzić do tej pory po ulicach Edynburga. Była ze swoim chłopakiem, ale nie ufałam mu. Chwyciłam telefon i już miałam wybrać numer siostry, ale coś, a raczej ktoś cicho zapukał w okno. Podskoczyłam na łóżku, bo była to ostatnia rzecz jakiej się spodziewałam. Kto normalny oczekuje pukania w szybę nocą do tego znajdowałam się na pierwszym piętrze. Powoli podeszłam do okna i odsłoniłam kawałek szmaty zwanej przez memę zasłoną. Po drugiej stronie stała Lou gestykulując, że musi wejść do środka. Otworzyłam okno a blondynka jakoś przeszła do pokoju.
-Gdzie ty byłaś? Ludzi straszysz. Nienormalna jesteś?! -wrzasnęłam już mocno wkurzona. Ona nic nie powiedziała tylko usiadła na łóżku chowając twarz w dłonie. Dopiero teraz zobaczyłam jej siniaka. Z ust chyba leciała jej krew.
-Matko! Kto ci to zrobił? Lou spójrz na mnie. Wszystko wporządku?- zapytałam, ale po chwili uznałam, że nie miało to sensu. Jak mogło być w porządku skoro siedzi zapłakana z rozcientą wargą. Usiadłam obok niej.
-To Justin... Myślałam, że mnie kocha... Ja miałam plany. Chciałam spędzić z nim życie a on?- krztusiła się łzami.
-Cii.. spokojnie. Więcej cię nie dotknie obiecuje.- wiem, że to brzmiało żałośnie. Jak mogłam dać jej taką gwarancję? Mała, drobna piętnastolatka nic nie zrobi temu oprawcy. Nie powstrzymam go.
-Dla..- szepnełam, gdyż zaschło mi w gardle, ale po chwili odchrząknęłam i opanowanym głosem zapytałam.
-Ale dlaczego ci to zrobił? Przecież kochał cię! Bynajmniej tak twierdził...
-Wiesz miłość czasem zawłada umysłem i taki człowiek nie potrafi racjonalnie myśleć. Zazdrość. Rozumiesz? Zobaczył jak rozmawiałam z kolegą, którego spotkałam czekając na nasze spotkanie.- mówiła zaciskając pięści. Jej kostki nabrały koloru tak białego jak nasz sufit. Ręce trzęsły się ze złości, a może jednak ze strachu? Widać, że nawet na myśl o nim strasznie cierpiała.
-I zrobił ci to przy ludziach nikt nie zareagował?- machałam nostalgicznie rękami.
-Nieee... Udawał, że jest okej. Poszliśmy do jego domu i wtedy zrobił mi te całe piekło. Nie wiem jakby to się skończyło, ale przyszedł jego współlokator i cudem uciekłam... nie chciałam żeby rodzice to zobaczyli. Znalazłam drabinę i oto jestem- opadła na moje kolana. Trwała pomiędzy nami cisza. Powietrze było gęste. Nawet nad wyraz gęste. Każdy wdech potęgował we mnie większą złość.
-I co teraz?- zapytałam w końcu.
-Muszę stąd uciec. On mi nie da spokoju na miesiąc dwa...- spojrzała mi w oczy. Nie chciałam żeby wyjeżdżała, ale bałam się o nią, a to chyba najlepsze wyjście żeby ten bydlak ją zostawił.
-Gdzie?- zapytałam.
-Do Londynu. Pamiętasz tam przeprowadziła się Aby. Zamieszkam u niej na ten miesiąc. Proszę cię nie patrz tak na mnie. Muszę...
-Rozumiem.- skwitowałam.
-Tylko mam prośbę. Spakuje się teraz i w nocy wymknę się na dworzec. Rodzice mogą mnie zatrzymać. Pozatym nie chcę się tłumaczyć.
-Rozumiem. Wytłumaczę im wszystko.- posłałam jej pocieszycielski uśmiech. Pomagałam blondynce spakować rzeczy. Siedziałyśmy do 2 płacząc i przytulając się.
-Muszę iść.- otarła mi policzki.- pamiętaj kocham cię moja mała siostrzyczko.- wtuliła się we mnie.
-Przecież to tylko miesiąc, góra dwa.- płakałam jeszcze bardziej.
-Pamiętaj jesteś Lilly Teasdale, a to coś znaczy. Musisz być silna.- Lou zeszła po drabinie do ogrodu, a ja rzuciłam jej duży plecak turystyczny. Pomachała mi na pożegnanie i po chwili zniknęła w bramie. Dziś rano obudziłam się szczęśliwa z najlepszą siostrą przy sobie, a teraz będzie pareset kilometrów ode mnie. Mówiła, że to na miesiąc, albo dwa, ale wiedziałam... ona nie wróci. Zostałam sama...
Podoba się? Chcecie więcej - napiszcie komentarz ! :D
<3
OdpowiedzUsuńZajebiste!
OdpowiedzUsuńInformuj mnie jeśli możesz na twitterze - @awhmyLoueh ♥
Super ;D
OdpowiedzUsuńsupeer. <3 Też mnie informuj jeśli możesz na twitterze - @stayxstrong
OdpowiedzUsuń