18:03
Londyn
-Słucham?- odebrałam niepewnie telefon. Nie znałam tego numeru. Więc kto mógł do mnie dzwonić?
-Lilly?- odezwał się radosny głos w słuchawce.
-Tak. Kto mówi?- oparłam się o blat kuchenny.
-Ralph. Ralph Johnson. Pamiętasz poznaliśmy się w autobusie.- mówił dalej.
-A no tak.- przerwałam jego monolog. Całkiem o nim zapomniałam. Harry, Lux, Lilly, chłopcy... zaraz! Czy ja powiedziałam Harry? Przecież nim się nie... Kogo ja oszukuje. Przejmuje się tym co sądzi o mnie ten zasmarkany Styles. Nigdy w życiu nikt mi nie okazywał takich dziwnych i sprzecznych uczuć jak ten człowiek z małego miasteczka Holmes Chapel. Z drugiej strony skąd wiem, że on stamtąd pochodzi? Jakoś za dużo interesuje się życiem moich śmiertelnych wrogów.
-Hmm. Jesteś tam?- na ziemię sprowadził mnie głos dobiegający z urządzenia.
-Tak. Jestem.- powiedziałam pewnie.
-Więc dzwonię, bo chcę zapytać. No wiesz.- zamilkł.
-Hallo?- spojrzałam w wyświetlacz by upewnić się, że połączenie jest nadal aktywne.
-Co robisz dziś wieczorem?- spytał nagle.
-Siedzę w domu z siostrzenicą.- westchnęłam.
-Szkoda. A nie możesz jej oddać komuś innemu?
-Ralph, to jest dziecko. Potrzebuje opieki kogoś zaufanego.- wywróciłam oczami.
-Dobra, ale nie odpuszcze ci. Pa.- rozłączył się, zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć.
-Kto dzwonił?- zobaczyłam Louise w drzwiach kuchni.
-Kolega. Chciał ze mną wyjść.- minęłam ją.
-Ty masz tu kolegów?- spojrzała na mnie badawczo.
-Tak.- powiedziałam krótko.
-No to idź. Przecież ja z Tomem zostaje dziś w domu.
-Ale nasza umowa.- patrzyłam na jej dalszą reakcje. Co prawda nie spisałyśmy żadnego papieru, ale polegała na tym.
'1. Przez całe dwa miesiące Lilly zajmuje się Lux.
1a. Wzamian może mieszkać w naszym domu i jeść nasze jedzenie.
1b. To Lilly dostosowuje się do nas a nie my do niej.
Koniec.'
-To w końcu nasze dziecko. Jeszcze zacznie mówić do ciebie 'mamo'.-śmiała się.
-Dziękuje ci.- wyściskałam ją.
-No już. Dzwoń do tego chłopaka.- poruszyła brwiami. W podskokach wyszłam do salonu i wybrałam jego numer. Chłopak bardzo się ucieszył. Umówiliśmy się w klubie. Sms-em przesłał mi adres. Założyłam kremową dopasowaną na górze i rozkloszowaną na dole sukienkę, którą pożyczyłam od Louisy oraz takie same szpilki. Włosy rozpuściłam. Złotymi falami opadały na blade ramiona. Zrobiłam czarne kreski na powiekach i mocno pomalowałam rzęsy. Wyglądałam perfekcyjnie i tak samo się czułam. Usta podkreśliłam szminką w lekko brązowym odcieniu. Pożegnałam się z moim małym aniołkiem. Wsiadłam do ówcześnie zamówionej taksówki. Po chwili byłam już przed miejscem naszego spotkania. Ralph czekał na mnie przed wejściem. Z wewnątrz dobiegała głośna muzyka. Chłopak wyglądał olśniewająco. Miał na sobie błękitną koszulę z rozpiętymi dwoma guzikami i brązowe spodnie.
-Cześć.- przytulił mnie.- Jejku wyglądasz, po prostu... nie mam słów.- zaczął mnie obracać.
-Tobie też niczego nie brak.- przygryzłam wargę. Weszliśmy do środka. Posiedzieliśmy trochę przy barze. Rozmawialiśmy na różne tematy. Po paru drinkach poszliśmy tańczyć. Ludzie bawili się świetnie, a my wraz z nimi. Ralph był naprawdę szalony, a zarazem taki kochany i opiekuńczy. Gdy tylko zjawiał się jakiś inny chłopak przy mnie, dawał mu do zrozumienia, że jestem z nim. Było to zabawne, a zarazem słodkie. Około 3 byłam wyczerpana. Język plątał mi się w parze z nogami. Opierając się o chłopaka wyszliśmy na zewnątrz. Noc była nawet ciepła jak na tą porę roku. Niebo mieniło się tysiącami gwiazd. Całe miasto skąpane było światłami. Tak właśnie wyglądało nocne życie w stolicy Anglii. Szliśmy powoli oświetlonymi ulicami. Śmialiśmy się z byle czego. Zaczęłam dla zabawy przed nim uciekać. Ralph dogonił mnie w końcu i mocno przytulił do siebie.
-Ta noc jest wyjątkowa.- szepnął mi do ucha muskając je suchymi ustami. Schował twarz w moich włosach i wciągnął powietrze.
-Noc jest naprawdę cudowna.- uwolniłam się z jego uścisku.
-Ale ty jesteś cudowniejsza.- patrzył na mnie. Jego oczy były jakby nieobecne, nie w tym świecie. Wyglądał jakby latał gdzieś ponad nami. Zaczął znowu się do mnie przysuwać.- Albo mi się wydaje, albo się w tobie zakochałem panno Teasdale.- przybliżał się coraz bardziej. Ja próbowałam się odsunąć.
-Tak, tak. Powiedz mi to jak będziesz trzeźwy.- śmiałam się nerwowo. Próbowałam jakoś zamienić to w żart. Jednak chłopak nie odpuszczał. Kiedy był już na niebezpiecznej odległości, położyłam palec na jego ustach. Spojrzał na mnie pytająco.
-nie chce żebyś zrobił coś czego potem oboje będziemy żałowali. Jesteś pijany. Rano się obudzisz i nie będziesz tego nawet pamiętał, ani tego, że mnie kochasz. Nie chce kwasów pomiędzy nami, bo ja też bardziej cię lubię.- spuściłam wzrok.
-Ale jeżeli będę na trzeźwo pamiętał, że cię kocham pocałujesz mnie wtedy?- podniósł brew.
-Zastanowie się.- pocałowałam go w policzek i zostawiając na środku chodnika. Udałam się do domu. Otworzyłam drzwi najciszej jak tylko potrafiłam. Zdjęłam buty i w ciemności zaczęłam obijać się o przedmioty, przy czym głośno się śmiejąc. Nagle oślepiło mnie mocne światło.
-Co tu się dzieje?- zobaczyłam schodzącą po schodach Louise.
-Nic. To tylko ja.- powiedziałam plączącym się językiem.
-Cicho pijaczko, bo mi dziecko obudzisz.- śmiała się.
-Blablabla..- zniknęłam w drzwiach salonu.
-Ej, ale jak było?- zbiegła szybko.
-Zajebiście- opadłam na kanapę.
-Młodość.- westchnęła.
-Starucha się odezwała.- przykryłam twarz poduszką.
-Dobra. Już spadam.- pobiegła na palcach do swojej sypialni. Na prawdę miałam wolę się rozebrać, ale niestety nie starczyło mi siły. Nie minęło 5 sekund, a zasnęłam.
27.04.2013
12:16
Londyn
Stałam z Ralphem na wielkiej kwiecistej łące.
-Kocham cię.- szepnął.
-Ja też cię- coś ścisnęło mi gardło.
-Lilly- usłyszałam przed sobą głos.
-Harry?- zdziwiłam się.
***
-Li-Li.- poczułam małe rączki ściskające moją rękę.
-O Lux, to ty.- westchnęłam z ulgą, otwierając powoli oczy.- nawet nie wiesz jaki ciocia miała dziwny sen. Śnił mi się ten twój brzydki wujek Harry.
-Słyszałam- chrząknął ktoś za mną- to dziwne, że tak go nie lubisz, a przez sen mówisz jego imię.- mówiła przemądrzale Louisa.
-Po pierwsze odkąd się w nim pojawił zamienił się w koszmar, a na początku był taki cudny.- rozmarzyłam się na samą myśl.
-Bo ja cię nie znam.- usiadła na drugim końcu kanapy. -Masz pojęcie która jest godzina? Już po 12, ale dobra teraz opowiedz o tym koledze.- poruszyła brwiami, biorąc małą na kolana.
-Było cudownie. On jest miły, szarmancki, opiekuńczy, romantyczny, zabawny i przede wszystkim mega przystojny.- jęknełam.
-Ughh- westchnęła- Ale coś więcej było wczoraj?
-Jesteś zboczona.- pokręciłam głową.
-No gadaj- rzuciła we mnie poduszką.
-No więc się upiliśmy, co widziałaś. Wyszliśmy z klubu. Gonił mnie po ulicy. Złapał. Chciał pocałować.- widziałam jak co raz bardziej rozszerza oczy.- No i wróciłam do domu.- skończyłam.
-I to wszystko? Żadnego ten teges?- patrzyła na mnie zdziwiona.
-Nie bój się o to.- zaśmiałam się.
-Napewno się we mnie nie wdałaś. E tam- machnęła ręką. Na co ja wybuchłam nieopanowanym śmiechem.- dobra a teraz na poważnie. Zapomniałam ci o czymś powiedzieć.- zmarszczyła czoło.- no, bo One Direction ma teraz trasę po Europie. Ja przecież muszę z nimi jechać, a ty zostaniesz tylko z Tomem i całym domem na głowie, łącznie z Lux. Dasz radę?- zapytała niepewnie.
-Przecież teraz też jakby cię nie było. Wracałaś tylko na noc. Damy radę. Prawda Lux?- spojrzałam na młodą, a ona odpowiedziała wielkim uśmiechem.
-Kocham cię siostrzyczko.- przytuliła mnie.- w nagrodę daję ci cały dzień wolny. My idziemy do zoo. Chyba, że chcesz z nami?
-Nieee.. Lepiej zostanę.- wstałam i udałam się do kuchni szukając jakichś proszków od bólu głowy. Kiedy cała rodzinka Atkinów zamknęła drzwi odetchnęłam z ulgą. Kochałam ich bardzo, ale teraz potrzebowałam spokoju. Głowa nawet przestawała boleć. Tylko chodziło o co innego. Nosiłam telefon cały czas przy sobie z nadzieją, że zadzwoni, albo przynajmiej napisze. Gapiąc się na niego, krzyczałam w myślach, żeby wkońcu to zrobił, jakby to miało pomóc. Nic. Opadłam twarzą na poduszkę, krzycząc z całej siły. Wyciągnełam mój zeszyt.
'27.04.2013r. Wczorajszy dzień był cudowny. Czy jest możliwe, abym zakochała się w nim? Po jednym spotkaniu? On przecież jest taki cudowny i miły w przeciwieństwie do Stylesa. A tak wogóle dlaczego ja go porównuje? Niby co on robił w moim śnie? Od naszego fatalnego spotkania minęło już uff 7 dni. Cały piękny tydzień bez niego. Czy ten sen oznaczał, że znowu dane mi będzie go podziwiać? W najgorszym tego słowa znaczeniu tą facjate? Zaraz,
zaraz! Ten wpis miał być o Ralphie. Przeklęty lokowaty łeb." W tamtej chwili zadzwonił mój telefon. Jak dziki zwierz rzuciłam się w jego stronę. Odebrałam nawet nie patrząc kto dzwoni.
-Ralph? Myślałam, że nie zadzwonisz.- powiedziałam oschle udając obrażoną.
-Dla ciebie mogę być nawet Jeniffer, ale mama mi niestety dała Louis.- oświadczył radosny głos Tommo.
-A to ty.- posmutniałam.
-Tak mnie witasz? Liczyłem na coś w stylu 'Ohh Lou tak się cieszę. Marzyłam o tym, żeby usłyszeć twój głos.' A tu takie coś... Jesteś okropna. Foch nie odzywaj się do mnie.- próbował być śmiertelnie poważny.
-Dobra, przepraszam. Bardzo się cieszę, że dzwonisz. Nie wiem w jakiej sprawie, ale i tak mam banana na twarzy.- wymusiłam uśmiech, sama nie wiem po co. Przecież Tomlison mnie nie widział.
-Już lepiej, ale musisz się jeszcze postarać. Więc wale prosto bez zbędnych ceregieli jak to zazwyczaj robił Harry.- zaśmiał się. -Nie rozumiem aluzji?-prychnęłam.
-Grunt, że ja rozumiem. Wracając do sprawy. Mamy ostatni dzień przed trasą po Europie i tak: Niall się będzie opierdzielał, Liam się spotyka z siostrą, a potem ma też luz. Za to ja potrzebuje ekipy. Mam już Eleanor, moją siostrę Lottie i jej chłopaka. Wezmę blondyna, Payna i idziemy na rowery wodne. Nie śmiej się, pomysł El. W kwietniu rowery? Ale..
-Wódz rozkazuję, Lou musi.- dokończyłam za niego.
-Dokładnie. Więc propozycja wypływa taka, czy idziesz z nami?- zapytał.
-Wiesz Louis ja z wami zawsze, ale Harry tego nie chcę, a ja nie mam zamiaru spędzić całego popołudnia kłócąc się ze Stylesem.-piszczałam.
-O właśnie wiedziałem, że to powiesz. A teraz niespodzianka. Pana lokowatego wywaliłem do LA. Żartuje sam pojechał. Widzimy się dopiero jutro w Paryżu. Nie ma go od dawna.- to by tłumaczyło fakt, że nie natykam się na to coś w domu Louisy.- Z resztą Zayna też nie ma. Jest już w Paryżu z Perrie.- dodał. W sumie nie miałam nic do stracenia. Lepsze to niż gapienie się w telefon.
-Dobra. To gdzie i kiedy?- zapytałam szybko.
-No takie konkrety to ja lubię. O 15. Przyjdziemy po ciebie. Uściskaj małą od nas. Paa..- rozłączył się. Kochany Lou.- pomyślałam.
27.04.2013
15:07
Londyn
Stałam gotowa przed domem Atkinów. Zamknęłam dokładnie wszystkie zamki. Zostawiłam im kartkę gdzie jestem i z kim. Wreszcie podjechał czarny samochód. Ten sam, którym jechałam na koncert.
-Siedem minut spóźnienia, swoją drogą nie macie innego samochodu? Ty i Harry?- zapytałam wsiadając.
-Mamy, ale to nasz ulubiony- śmiał się Lou.- to moja dziewczyna Eleanor Calder- wskazał na brunetkę po swojej lewej stronie.
-Cześć -wyciągnęła rękę.
-Ja jestem.- zaczęłam.
-Lilly Teasdale. Pochodzisz z Edynburgu. Louisa jest twoją przyrodnią siostrą ze strony matki. Masz 20 lat i jesteś nieziemsko piękną blondynką, jak opisali cię chłopcy.- uśmiechneła się triumfalnie.
-Przygotowałaś się.- pokiwałam głową.
-Wystarczyło posłuchać Harrego. On wie nawet jaki jest twój ulubiony gatunek filmowy. Komedie romantyczne, też lubię.- w tamtej chwili zaśmiałam się głośno.
-Wredny Styles- syknęłam.
-Coś nie tak?- zmieszała się.
-Nie tylko coś mi się przypomniało. Przepraszam.- chichotałam dalej. To mu się akurat udało. Było nawet zabawne 1:1 lokowaty. Po paru minutach dojechaliśmy do wypożyczalni rowerów. Czekał tam na nas Niall po chwili zjawił się Liam z Lottie i jej chłopakiem.
-Dobra rodzinka razem, a my z Lilly.- oświadczyli blondas z daddym.
-Mi pasuje.- objęłam ich ramionami. Lou zrobiły obrażoną minę, ale El go złagodziła. Wynajęliśmy rowery i wypłyneliśmy. Słońce ładnie świeciło nad kanałkiem. Chłopcy napędzali rower.
-Chyba się poopalam.- stwierdziłam.
-A masz strój?- zapytał zdziwiony Horan.
-Nie, ale w bieliźnie też można.
-No można, oczywiście.- śmiał się do Liama.
-Bardzo ciekawe. Ty Payne chciałam ci przypomnieć, masz dziewczynę, a ty Horanku jesteś za młody i starszych się nie podgląda.- walnęłam go lekko w głowę.
-Dobra, dobra.- mrugneli do siebie. Zdjęłam bluzkę i spodnie. Jak na tą porę roku było bardzo ciepło.
-Koniec tego. Sam jedziesz dalej. Ja też muszę się opalić.- Niall przeszedł do tyłu i zaczął się rozbierać.- tylko jest problem nie mam bielizny.
-Żartujesz?- spojrzałam na niego. Wyglądał bosko. Z gołą klatą w promieniach słońca. Mogłabym stracić głowę, ale była już zajęta kim innym. Wtedy myślałam, że wiem kim...
-No. Tak serio to mam, ale jesteś zbocza, bo spojrzałaś na mnie.- trącił mnie w ramię.
-Sam jesteś zbok.- odpyskowałam.-myślisz, że nie wiem jaki jest powód twojego opalania? Chcesz sobie na mnie popatrzeć.- westchnęłam i obróciłam się na bok.
-Masz wysokie miemanie o sobie.
-Nie poprostu to jest zarezerwowane dla kogoś innego.- zrobiłam tajemniczą minę.
-Dla Harrego.- powiedział.
-Nie?- zdziwiłam się.- Dlaczego niby dla niego?- widziałam strach w jego oczach.
-No tak sobie powiedziałem.- mruknął.
-Nawet nigdy tak nie żartuj.- krzyknęłam nerwowo machając rękami. Nagle straciłam równowagę i wpadłam do wody. Liam natychmiast skoczył po mnie i wciągnął mnie z powrotem na rower.
-Wszystko okej?- zapytał.
-Tak. Tylko mi trochę zimno.- wzdrygnęłam się. Woda naprawdę była lodowata.
-Wracamy. Musisz się ogrzać, bo się jeszcze przeziębisz.- ogłosił daddy i wysłał smsa do Louisa, żebyśmy wracali. Po dłuższej chwili dotarliśmy do brzegu.
-Co się stało?- zapytała czekająca na nas, zmartwiona Els.
-Lilly wpadła do wody.- powiedział Niall.
-Jak to?- ciągnęła brunetka.
-Normalnie, plum, bulbul..- mówił ironicznie.
-Dobra to jedziemy do domu Lou i Harrego. Tam też jest sporo ciekawych rzeczy do roboty. Przy okazji się przebierzesz i wysuszysz.
27.04.2013
22:56
Londyn
Dom, a raczej willa państwa Stylison był naprawdę piękna. Na pierwszy rzut oka bardzo droga. Super wyposażona. Graliśmy w karty na dużym szklanym stole.
-Dobra kochani ja spadam.- podniosłam się lekko chwiejąc. Wypiliśmy w siedmioro 5 butelek wina. Nie wiem skąd mieli takie zapasy, ale okej.
-Lilly zostań na noc. Jest już późno. Po co masz się tłuc o takiej porze?- jęczał wpółżywy Tommo.- El zostaje więc się nie bój.- śmiał się. -W sumie to chyba dobry pomysł.- normalnie poszłabym do domu, ale w tym stanie nie dam rady.
-Na górze masz pokoje to sobie wybierz.- krzyknął, gdyż wchodziłam już po schodach. Otworzyłam drzwi do pierwszego lepszego pokoju i napisałam smsa do Lou, że zostaję w domu Stylisonów. Klikając wyślij zamknęły mi się powieki.
~któraś godzina w nocy~
Obudziło mnie mocne chrząknięcie. Ktoś był w drugim końcu pokoju. Zdjemowała spodnie i bluzkę. Ręką ostrożnie szukałam włącznika lampki. To nie był zapewne Lou. Postać zmierzała w moim kierunku. Szybko zapaliłam światło.
-Lilly, Harry?- krzyknęliśmy w jednym momencie.
-Co ty tu robisz? Miałeś nie wrócić!- piszczałam.
-Ja? To ty leżysz w moim łóżku. Nie wiem dlaczego.- patrzył na mnie jak na chorą psychicznie. To nic, że leżałam na łóżku w samej bieliźnie, bo on stał przede mną jak się urodził.
-Zawsze śpisz nago?- wskazałam delikatne na jego 'dół'. Chłopak momentalnie zakrył się i wybiegł z pokoju. /// Przepraszam, że tak późno. Pisałam ten rozdział na szybko i może się nie podobać, ale chciałam dodawać co tydzień. Niestety w tym tygodniu miałam dużo innych spraw na głowie. Ogólnie było masowe zatrucie u mnie w szkole, na mojej lekcji. Ja jako nieliczna ocalałam. Większość trafiła do szpitala. Przez ten tydzień dowiadywałam się kto z moich przyjaciół jest w jakim szpitalu, gdyż byli na terenie 100 km. Z moim chłopakiem zajęłam się ustalaniem co z nimi. Wszyscy byli w szoku, ale dość nie zanudzam. Przepraszam jak coś, ale może być słabszy. Proszę o kom. Pod tamtym był tylko 1 i nie wiem sama, czy jest już sens pisać. Pozdrawiam :*
Niesamowity *-* Nie mogę się doczekać nn. directionoverload.blogspot.com
OdpowiedzUsuńSuper. Czekam na next:p
OdpowiedzUsuńZostałaś nominowana do Liebster Award. Więcej informacji na moim blogu:directionoverload.blogspot.com
OdpowiedzUsuńSuper ;)
OdpowiedzUsuńHahahaha :D
OdpowiedzUsuńŚwietne zakończenie.! ^^
"-Dla ciebie mogę być nawet Jeniffer, ale mama mi niestety dała Louis.- oświadczył radosny głos Tommo."
Kocham ten tekst.! :D