czwartek, 23 maja 2013

Rozdział 7.~ Little Hope....

12.05.2013r.
18:32
Hamburg
Postanowiłam zadzwonić do Toma. Chciałam upewnić się, że wszystko jest już skończone. Odebrał po 4 sygnałach.
-Słucham.- powiedział zdenerwowany.
-No cześć. Wszystko skończone? Mam nadzieję, że Lou się spodoba.
-Lilly właśnie miałem dzwonić. Jest problem...
-Taak?- zmrużyłam oczy.
-Nie możecie wrócić.- stwierdził załamany.
-Jak to? Dlaczego?- otworzyłam szeroko usta.
-Dom jest trochę uszkodzony. Była awaria elektryki. Nasza sypialnia się zajęła. Był pożar. Musicie wynająć pokój w hotelu, ale trochę nas nie stać...- zmartwił się.
-Jak to pożar? Przecież my za parę godzin będziemy w UK.- wymamrotałam.
-Wytłumacz to Lou. Zastanówcie się co robić. Ja nie mogę gadać. Paa..- rozłączył się. Przecież pod mostem nie zamieszkamy. Jakieś wyjście musi być.- myślałam. Spojrzałam na wartko otwierające się drzwi.
-Spakowana? Zaraz jedziemy na lotnisko!- oznajmił podekscytowany, jak zwykle po koncercie, Tomlinson.
-Louisa już jest? Mamy problem. Muszę z nią porozmawiać.- pokręciłam głową.
-Ej, co jest?- usiadł obok mnie.
-Chodzi o ten remont w domu. Sypialnia się zajęła. Nie mamy gdzie wrócić. Muszą to naprawić- wytłumaczyłam. Chłopak wyszedł. Po chwili wrócił z moją siostrą i resztą zespołu. Wszyscy chyba zrozumieli istotę sprawy. Jednak biedna blondynka nie miała przecież pojęcia o remoncie. Kiedy wszystko do niej dotarło zrzedła nam mina.
-I co my mamy zrobić? Ile kosztowałby pobyt twój i Lux w hotelu? Ile to potrwa?- powtarzała te pytania jak w amoku.
-Może zabiorę małą do Edynburgu?- wpadłam na pomysł.
-Nie wiem... Takie przeprowadzki beze mnie i Toma... Ale chyba to najlepszy wybór.- wzruszyła ramionami. Patrzyliśmy po sobie. Nagle dostrzegłam w oczach Louisa dziwne iskierki. Widać, że wpadł na coś lepszego. Czekałam tylko jak wypali 'Jesteście uratowane'. Jednak to nie nastąpiło. Dyskretnie dał pozostałym znak, że muszą wyjść coś obgadać. Zostałyśmy same we trzy. Teasdale nie rozumiała skąd to wszystko. Przed chwilą była pewna, że wraca do swojego domu. Odpocznie sobie, a tu nagle jak grom z jasnego nieba spada taka informacja. Całe szczęście, że w porę to ugasili. W innym wypadku spłonęłoby wszystko.
-My mamy korzystniejsze rozwiązanie.- powiedział Niall wchodząc znowu z resztą.
-Mamy własne domy. Stoją narazie puste. Czemu nie wykorzystamy tego?- mówił dalej Zayn.
-Najwięcej miejsca jest u Harrego i Louisa. Możecie tam zostać ile potrzebujecie.- dokończył Li.
-W ten sposób zostaniecie w Londynie.- wymądrzył się Tommo. W końcu to on wymyślił ten plan.
-Wy mnie nawet nie znacie, a proponujecie żebym mieszkała w waszym domu?- zwróciłam się do właścicieli.
-Znamy twoją siostrę. To straczy.- uśmiechnął się niebieskooki.
-I Harry też się zgadza?- powiedziałam jakby go nie było w tym pomieszczeniu, ale tak się czułam. Nie powiedział jeszcze ani słowa.
-Robię to tylko i wyłącznie ze względu na Lux. Na twoim losie mi nie zależy.- wyznał, trzasnął drzwiami i wyszedł.
-Jak wy mnie denerwujcie.- syknęła blondynka.
-I ja mam z nim spędzić najbliższe parę dni? W jego domu?- pisnęłam.
-Hazza wraca jutro. Dziś jeszcze zostaje.- powiedział chłodno Liam i wyszedł za nim. Ciekawe od kiedy oni trzymają razem? Eh w sumie co mnie to obchodzi. Styles znowu to robił, a ja nie reagowałam. Może po prostu się poddałam?
Parę godzin później...
23:45
Samolot do Londynu.
Siedziałam właśnie wygodnie w siedzeniu. Obok mnie smacznie spał Zayn. Wydawało mi się, że wszyscy zasnęli. Ja niestety nie mogłam. Zastanawiałam się jak to będzie i czy długo zostanę w domu Stylinsonów. Analizowałam też każdy ruch Harrego podczas mojego pobytu. Lekki uśmiech, drobny gest... To miało jakieś dziwne znaczenie. Przecież go nie kocham. Nie rozumiałam dziwnych zmian nastroju. Było okej. Nagle jakby coś mu się przypomniało i bum! Stawał się tak samo oschły jak wcześniej.
'Dlaczego jest to we mnie? Jak to nazwać? Mała nadzieja na lepsze'- zapisałam w zeszycie. Oparłam łokieć i położyłam głowę na nim.
-Też nie śpisz?- usłyszałam niewyraźny głos za sobą. Odkręciłam się. To był Liam. Skinęłam.- chodź tu.- poklepał miejsce koło siebie. Po tym jak poszedł za Stylesem wachałam się. Jednak ciekawość wygrała.
-O co chodzi?- powiedziałam najoficjalniej jak potrafiłam. Niestety nie dałam rady. W ciągu tych dni bardzo się zżyliśmy.
-Nie wiem jak ci to powiedzieć. Uznasz, że się wtrącam, ale.. Proszę porozmawiaj z Harrym- chyba chciał jeszcze coś powiedzieć. Niestety ja nie myśląc wiele zerwałam się z miejsca.
-Ile razy już to przerabiałam z Louisą? Nie rozumiecie, że może nie chce. Wiem dobrze o co chodzi.- zaczęłam krzyczeć.
-Co jest?- zapytał zasypany Malik, ledwo kontaktując.
-Przepraszam. Śpij dalej. Mieliśmy lekką różnicę zdań, ale Li już zrozumiał.- spojrzałam wymownie na widocznie wkurzonego Payna. Wróciłam do siebie. Założyłam słuchawki na uszy. Nie chciałam z nim rozmawiać, bo nie chce mieć złudnej nadziei. Tak trudno zrozumieć? Niestety mój sąsiad rozbudził się na dobre i zaczął mnie lekko szturchać w bok. Tak zaczęła się nasza wojna. Po paru minutach ogłosiliśmy rozejm i opadliśmy na siedzenia.
-Ty wydajesz się być najmądrzejszy z nich.- zaczęłam.- więc powiedz mi jakie jest najsilniejsze uczucie?- zapytałam Malika.
-No wiesz wydaje mi się, że..
-Miłość?- spojrzałam na moje buty. -Tak. Raczej tak.- potwierdził odwracając wzrok. Patrzył się przez szybę. Wyraźnie nad czymś myślał.
-Wiesz co ja sądzę, że jednak najsilniejsza jest nienawiść- przycichłam i oczekiwałam na odpowiedź mulata. Zayn spojrzał na mnie ze zdziwieniem.
-Masz kogoś konkretnego na myśli.-chciał zapytać, ale jednak wyszło to raczej jak twierdzenie.
-Domyślasz się kogo.- znowu skierowałam oczy na pomarańczowe conversy.
-Harry nie jest zły. Musisz z nim..
-Porozmawiać- dokończyłam.- Słyszałam to już tyle razy. Jakby chciał to by porozmawiał. Uparliście się dzisiaj. Najpierw Liam teraz ty. Właśnie o to się spieraliśmy- oparłam głowę o ramię chłopaka. Udawałam, że chce spać. Tak naprawdę, próbowałam ogarnąć to co się działo w mojej głowie.
13.05.2013r.
Londyn
8:11
To pierwszy dzień mojego pobytu w domu Harrego i Lou. Jak na razie było standardowo. Przylecieliśmy do UK. Ja z Lux mamy wspólny pokój. Za to Louisa z Tomem spali na kanapie. Oni będą tu tylko czasami, a ja z małą w końcu spędzimy tu parę tygodni. Kiedy Atkin mi powiedział, że tyle potrawa remont prawie się popłakałam. Rozpakowywałam rzeczy, ale tak naprawdę czekałam na przyjazd Stylesa. Miał się zjawić lada chwila. Tomlinson pojechał do Doncaster, a moja siostra ze swoim chłopakiem udali się do domu zobaczyć to wszystko dokładnie. Kiedy wreszcie drzwi się otworzyły, a potem z impetem zamknęły moje serce biło jak oszalałe. Postanowiłam zejść na dół. Chybotliwym krokiem pokonywałam kolejne stopnie. Curly właśnie zdejmował buty i zakładał na kanapę.
-Cześć.- powiedziałam tak cicho, że niespodziewałam się jego jakiej kolwiek reakcji.
-Czyli jednak tu jesteś.- westchnął nie patrząc na mnie. Wtedy pożałowałam, że w ogóle zeszłam go przywitać. Ruszyłam z powrotem.- przepraszam źle się czuje.- spojrzał na mnie swoimi pięknymi zielonymi oczami. Gdyby wiedział, że w tamtym momencie mogłabym wybaczyć mu wszystko...
-Okej. Rozumiem.-wróciłam do swojego pokoju.
Jakiś czas później...
Londyn
13:54
Na lokowatego nie miałam co liczyć, więc postanowiłam coś ugotować. Warzywa na parze i mięso wydawały mi się dobrym rozwiązaniem dla Lux i chorego Hazzy. Nakryłam do stołu i posadziłam blondyneczkę na krześle. Próbowałam ją nakarmić. Do jadalni wszedł brunet i na mój widok, walczącej z posiłkiem, wybuchł śmiechem.
-Daj mi to!- uśmiechnął się. Patrzyłam jak z zapałem karmi swoją chrześniaczkę. Nagle upadła mu łyżka i usiadł na krześle, powoli mrugając oczami.
-Co się dzieje?- podbiegłam do niego.
-Nic, już dobrze. Naprawdę - zapewniał mnie. Był cały blady i dziwnie wyglądał.
-Jesteś teraz cały czas w podróżach. Nie przemęczej się tak. Wiesz czym grozi taki tryb życia i złe odżywianie?
-Martwisz się o mnie?- podniósł brew.
-To dziwne? Miałam być lekarzem, ale zrobiłam sobie przerwę. Uwierz to nie przelewki.- pouczałam go.
-Daj spokój.-chciał wstać, ale nie był w stanie.
-Ty tu siedź. Ja zadzwonie do Paula. Zawiezie nas do jakiegoś szpitala. Musisz zrobić gruntowne badania.- chłopak tylko zamknął oczy. Chyba nie miał siły mi się sprzeciwić.
Po 3 godzinach...
Londyn
16:45
Czekam na tym korytarzu od dobrych 2 godzin. Stylesa zabrali na szereg badań. To standard w takich prywatnych klinikach, ale czego mogłam się spodziewać, chyba nie rejonowego szpitalika. To dziwne, ale bałam się o jego zdrowie. W jednej chwili drzwi od zabiegowego otworzył się i wyszedł z nich rozpromieniały Harry.
-Miałem obniżony poziom cukru. Nic takiego. Niepotrzebnie panikowałaś.- minął mnie.
-Pani jest jego dziewczyną. Powinna pani bardziej dbać o jego zdrowie i to co je. Organizm jest słaby.- mówił do mnie doktor.
-Nie ja z nim tylko mieszkam.-wypaliłam bez zastanowienia. Po chwili jednak zrozumiałam jak to było głupie.
-Oczywiście.- wrócił do swojej pracy straszy pan doktor. Hazza pobiegł do samochodu. Jednym słowem było mu lepiej. Mnie zatrzymał dzwoniący telefon. Połączenie było od Louisa. Już miałam odebrać, ale przez swoją uwagę wpadłam na kogoś i zostałam oblana kawą. Spojrzałam wściekła na winowajcę i zamarłam...
//No więc to już 7 rozdział. Pozostawiam ocenę Wam. Mam już 600 wejść! Niektórzy mówią, że mało, niektórzy wręcz przeciwnie... Ale ja i tak dziękuje. Jak zawsze proszę o te parę sekund na skomentowanie. Pozdrawiam :*

3 komentarze:

  1. Na kogo?! No weź!!! Dawaj szybko następny, bo ja tu umrę z niewiedzy

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak mogłaś przerwać w taki momencie. Dlaczego ty nam to robisz!xd
    Czekam na next.

    OdpowiedzUsuń
  3. Cud, miód i malinki ;*

    OdpowiedzUsuń