Wszystko zaczęło nagle wirować wokół mnie. Usiadłam na moim poprzednim miejscu. To dziwne, ale nie czułam kompletnie nic. Wielka pustka jakby ktoś wyrwał moje serce. Wszystko się skończyło? To wszystko nie miało sensu. Całe cierpienie Harrego i moje było daremne? Co teraz?
-Nie! To nie może być prawda!- w końcu się ocknęłam i zaczęłam krzyczeć.
-Przykro mi. Naprawdę zrobiliśmy wszystko, ale to było do przewidzenia i tak walczył długo.- wyznał mi lekarz.
-On miał żyć! Mówił, że wygra. Miał plany.- szlochałam.
-Na tym etapie rozwoju nowotworu nie da się zrobić nic. Dawaliśmy mu leki, ale szansę były jeden do miliona. Nie mówił pani?- doktor kręcił głową.
-Obiecał, że z tego wyjdzie!- wybiegłam z tego okropnego pomieszczenia. Zobaczyłam jego. Wywozili go z sali na łóżku.
*Muzyka*
-Gdzie go zabieracie?!- krzyknęłam do mężczyzn którzy pchali łóżko.
-Do kostnicy.- odpowiedział blondyn.
-Zostawcie go. On żyje, nie umarł!- krzyczałam jak wariatka. Pobiegłam do niego.- Ralph słyszysz? Wstawaj! Idziemy stąd! Proszę, otwórz oczy. Nie zostawiaj mnie. No już, błagam.- głaskałam jego blady już policzek.
-Niech pani odejdzie! On umarł.- uspokajał mnie drugi. -Nie! Wszyscy kłamiecie on żyje. Kochanie powiedz im!- złapałam jego siną rękę.
-Wystarczy, Lilly.- usłyszałam gdzieś z boku głos Eleanor. Rozejrzałam się dookoła. Zrobiło się wielkie zbiegowisko. Wtuliłam się w moją przyjaciółkę. Odwróciłam wzrok, żeby mogli go już zabrać.
-El to nie prawda. Powiedz, że to sen, zły koszmar!- przyjaciółka posadziła mnie na krześle.
-Przepraszam, że mnie nie było. Tom utknął w korku. Jestem z tobą. Bądź silna kochanie.- otarła moje łzy.
-Dlaczego to nas spotkało? Dlaczego ja mam takiego pecha?- zacisnęłam zęby.- Wiesz co mi powiedział przed śmiercią? Że mnie kocha i życzy mi szczęścia z Harrym. On umarł żebyśmy byli razem. Rozumiesz?- spojrzałam jej w oczy.
-Nie chciałam. Naprawdę. Ja nie wiedziałam, że on jest w takim stanie. Powiedziałam mu, żeby cię zostawił, żebyś ty była z Harrym, ale nie wiedziałam, że on dlatego postanowi umrzeć.- brunetka zasłoniła dłonią usta.
-To tylko i wyłącznie moja wina. Ja okłamywałam najbliższe mi osoby...- schowałam głowę.- zrobiłam tyle złego.
-Choć. Nie możesz tu dłużej zostać. Wracajmy do domu.- wzięła mnie za rękę.
-Ale co powiem Tomowi?
-Racja. Zatrzymasz się u mnie. Wynajmuje małe mieszkanie, ale wystarczy dla nas dwóch.- zaproponowała.
-Okej. Harry się ucieszy. Kazał mi się wnieść.- uniosłam kciuk do góry. Els pomogła mi wstać i ruszyłyśmy do wyjścia. Nagle zatrzymała nas ta sama miła pielęgniarka.
-Pani Teasdale? To chyba dla pani.- podała mi list.- pan Johnson prosił, żeby pani to dać kiedy... -nie dokończyła, ale zrozumiałam. Czyli on o tym wiedział. Wzięłam od niej kopertę i wysiliłam się na uśmiech.
*
Pół godziny później byłam już w mieszkaniu Calder. Dziewczyna dzwoniła właśnie do Toma, żeby wytłumaczyć mu, że dziś zanocuje u niej, a jutro przyjedzie po Lux, żeby się nią zająć. Domagał się wyjaśnień, ale jakoś go uspokoiła. Jej mieszkanie składało się z kuchni, salonu, sypialni i łazienki. Było ładne, stylowo urządzone, ale nie miałam siły analizować jego wyglądu. Obracałam cały czas w rękach białą kopertę.
-Muszę cię na chwilę zostawić samą. Nie ma nic do jedzenia. Chyba, że idziesz ze mną?- zapytała.
-Nie, zostanę.- opowiedziałam nie odrywając wzroku od listu.
-Mogę cię zostawić?- spojrzała na mnie niepewnie.
-Jasne.- usiadłam na kanapie. Brunetka zamknęła za sobą drzwi. "Zrób to!"- pomyślałam i zaczęłam otwierać kopertę. Koniec, końców ja po prostu rozerwałam. Rozłożyłam kartkę.
Droga Lil...
Kochanie wiem, że kiedy będziesz czytała ten list mnie nie będzie przy Tobie. Patrzę teraz na Ciebie z góry, mam nadzieję... Zawsze będę przy Tobie i zaopiekuje się Twoim losem. Proszę Cię bądź silna. Pamiętaj o mnie, ale nie przejmuj się tym co się stało. To nie Twoja wina!
Kiedy pierwszy raz zobaczyłem Cię w autobusie wiedziałem, że jesteś wyjątkowa. Potem, gdy dałaś mi swój numer skakałem ze szczęścia. Pamiętasz jak powiedziałem Ci, że jadę tu po nowe życie? Chodziło mi o walkę z nowotworem, myślałem, że z tego wyjdę. Nasza pierwsza i ostatnia randka w klubie była cudowna. Już wtedy powiedziałem Ci, że się w Tobie zakochałem. Pamiętam to! Następnego dnia zadzwonili że szpitala, że badania wyszły źle i są minimalne szansę. Nie chciałem Ciebie martwić. Szybko byś o mnie zapomniała. Niestety wtedy wpadłem na Ciebie. Cholerny los, gdyby nie to... Byłabyś teraz szczęśliwa z Harrym.
Dziś przyszła do mnie Eleanor i powiedziała co czujesz. Widzisz... jeżeli ktoś robi dla drugiej osoby za dużo to ona przestaje widzieć te poświęcenie. Przepraszam, że wcześniej nie dostrzegłem tego, że go kochasz. Rozwaliłem nam wszystkim życie i pozwoliłem żebyś przeze mnie cierpiała. Teraz zadzwoń do niego i bądź szczęśliwa kochanie. Tak bardzo jak ja byłem z Tobą. To musiało się stać. Harry jest dobrym chłopakiem. Nie znam go, ale jeżeli go kochasz to musi być wyjątkowy.
Życzę Wam szczęścia! Zawsze będę Cię kochał i chronił, skarbie. Zawsze w moim sercu.
Ralph.
Złożyłam kartkę na pół i odłożyłam na stolik. Po moim policzku już od dawna leciały łzy. Coraz więcej i szybciej. Podkuliłam nogi i oparłam brodę na kolanach. On jest, to znaczy był taki dobry, wspaniały i wyrozumiały. Czemu musiałam to wszystko spieprzyć? Ja czułam całą sobą, że to jednak moja wina. Nie mówiłam tego Els, bo wzięła by to także na siebie. Ralph kazał mi zadzwonić do Harrego, ale nie wiedział, że już nie mogę tego naprawić. Pozatym co? Nawet jeśli mi uwierzy to mam rzucić mu się w ramiona i być szczęśliwa. Chwilę po tym jak zabiłam człowieka. Tak ja czułam, że go zabiłam. Jestem mordercą, a Styles zasługuje na kogoś lepszego. Nie jestem wyjątkowa. Ja Lilly Teasdale jestem podłą, wstrętną i wyrachowaną suką, która skrzywdziła swoich najbliższych.
Eleanor wróciła z zakupów. Co prawda nawet nie spojrzałam kto to, ale po co?
-Lil- podeszła do mnie i mocno objęła.- nie płacz kochanie. Wszystko się ułoży, on jest tam szczęśliwy. Już nie cierpi.- głaskała moje włosy.
-Jaka ze mnie była idiotka.- wydukałam dławiąc wie łzami.
-Skarbie podałam im mój numer, bo twój telefon się roztrzaskał. Dzwonili, że musimy z organizować pogrzeb, albo przekazać to jego rodzinie. Znasz kogoś?
-Nie.- pokręciłam głową i wtedy uświadomiłam sobie, że prawe nic o nim nie wiem.- mieszkał w Londynie do 17 lat, potem przeprowadził się do Edynburgu i teraz wrócił. Podobno ma tu ojca, a matkę tam. Są rozwiedzeni. Wiem tylko tyle.- brunetka przygryzła wargę jakby o czymś myśląc.
-Zajmiemy się tym jutro. Teraz idź już spać. Dam ci jakąś bluzkę i dresy.- zmierzyła mnie wzrokiem.- powinny pasować.
*
09.06.2013r.11:42
Londyn
Nie spałam całą noc. Głównie płakałam i wrzeszczałam w myślach na siebie. Przecież lubiłam się ranić... Jednak ten ból był za duży. Moje wspomnienia z Harrym, chociaż bolały dawały mi też dobę szczęścia. Samo wspomnienie jego dotyku... Niestety teraz widziałam tylko Ralpha, który leżał tam, martwy. Te słowo już zawsze wywoływać będzie u mnie ciarki. Już mnie nie przytuli i nie pocałuje. Nie powie nic dobrego. Złego też nie. Nic... Nicość. Najlepiej jakbym umarła razem z nim. Czemu mnie nie zabrał?
Eleanor właśnie odbierała jego rzeczy ze szpitala. Ja zostałam w na zewnątrz. Nie chce tam wchodzić. To jest za świeże. Patrzyłam tempo w przeciwną stronę, czyli na park. Był pełen rozbieganych dzieci.
Zazdrościłam im tego. Nigdy taka nie byłam. Trzymałam się tylko Lou. Byłam bardzo zagubiona. Tęskniłam za tatą i strasznie mi go brakowało. Nie byłam jak inne dzieci. Wszystkiego się bałam. Nie wiem czemu, przecież wiele maluchów jest, lub było w mojej sytuacji. Chciałabym kiedyś poznać kogoś kto też to czuł. Ja wyszłam z tego gdy miałam 16 lat. Gdy Louisa odeszła zaczęłam się zadawać z nieodpowiednim towarzystwem.
-Już jestem.- powiedziała zdyszana brunetka wlekąc za sobą dwie torby. Obydwie były koloru czarnego. Wzięłam od niej jedną i zaniosłyśmy je do jej mieszkania. Postawiłam je w salonie.
-Lepiej ich na razie nie przeglądaj.- przytrzymała moja rękę. To chyba dobry pomysł. Eleanor znalazła jego komórkę.
-Chyba nie chcesz jej przeglądać!- krzyknęłam.
-Spokojnie. Musimy znaleźć numer do jego rodziców. Może to dla ciebie za szybko, ale jutro jest pogrzeb.- spojrzała na mnie niepewnie.
-Pogrzeb?- nagle poczułam jakby te słowo rozerwało moje gardło.
-Tak.- przytaknęła cicho. Zaczęła grzebać w jego telefonie. Strasznie mi się to nie podobało, ale to jedyny sposób. Nie wytrzymam już... Poszłam do łazienki i usiadłam na wannie. "Bądź silna"- powtarzałam w myślach. Ale pogrzeb? Tak szybko? Co jeżeli nie zniosę tego? Kiedy zobaczę jego ciało. Nie chce żeby jeszcze odszedł tak... na dobre. Ja po prostu się łudziłam, że to może pomyłka, a on się obudzi. A pogrzeb to już definitywny koniec wszystkiego. El rozmawiała z kimś przez telefon. Był to ktoś z rodziny jak się domyślam.
-Witam. Nazywam się Eleanor Calder. Czy pani jest matką Ralpha Johnsona?- zapytała niepewnie.
-Lepiej ich na razie nie przeglądaj.- przytrzymała moja rękę. To chyba dobry pomysł. Eleanor znalazła jego komórkę.
-Chyba nie chcesz jej przeglądać!- krzyknęłam.
-Spokojnie. Musimy znaleźć numer do jego rodziców. Może to dla ciebie za szybko, ale jutro jest pogrzeb.- spojrzała na mnie niepewnie.
-Pogrzeb?- nagle poczułam jakby te słowo rozerwało moje gardło.
-Tak.- przytaknęła cicho. Zaczęła grzebać w jego telefonie. Strasznie mi się to nie podobało, ale to jedyny sposób. Nie wytrzymam już... Poszłam do łazienki i usiadłam na wannie. "Bądź silna"- powtarzałam w myślach. Ale pogrzeb? Tak szybko? Co jeżeli nie zniosę tego? Kiedy zobaczę jego ciało. Nie chce żeby jeszcze odszedł tak... na dobre. Ja po prostu się łudziłam, że to może pomyłka, a on się obudzi. A pogrzeb to już definitywny koniec wszystkiego. El rozmawiała z kimś przez telefon. Był to ktoś z rodziny jak się domyślam.
-Witam. Nazywam się Eleanor Calder. Czy pani jest matką Ralpha Johnsona?- zapytała niepewnie.
Kobieta chyba potwierdziła.- jestem jego znajomą z Londynu. Chciałam panią zawiadomić, że- jej głos nagle się zawiesił. Po paru sekundach zaczęła znowu.- Pani syn przegrał walkę z nowotworem. Bardzo mi przykro.- na jej słowa zaczęłam się trząść. Rozmawiała z kobietą jeszcze chwilę, ale ja nie potrafiłam tego słuchać. Teraz kolej na ojca. Zakryłam twarz dłońmi. Po paru minutach wyszłam.
Moja przyjaciółka siedziała na oparciu kanapy z opuszczoną ręką, w której miała telefon. Patrzyła się w okno.
-Przyjadą.- rzuciła. To dla niej musiało być też trudne powiedzieć rodzicom, że ich dziecko nie żyje. Przytuliłam ją.
-Dziękuje, że się tym zajęłaś.- szepnęła.
-Kupiłam ci tabletki na sen dziś w szpitalu. Wiem, że nie spałaś. Zjedz coś i się połóż. Ja zajmę się organizacją.- specjalnie nie użyła tego słowa. Zrobiłam jak kazała, ale nie chciałam jej obarczać. Niestety była uparta. Po wypełnieniu jej poleceń szybko zasnęłam.
// Nie wiem, ale wydaje mi się jakoś nudno. Myślałam, se będzie ciekawie, a ten rozdział wyszedł jak flaki z olejem. Chyba naprawdę coś psuje. Dziękuje za komentarze i miłe wiadomości na Twitterze. Kocham Was. :* I odpowiem na każdą wiadomość. Nie bójcie się, że spamujecie. Dla mnie to bardzo miłe i motywujące, więc piszcie nawet jak Wam się nudzi @OlkaMAlex . Pozdrawiam <3
-Dziękuje, że się tym zajęłaś.- szepnęła.
-Kupiłam ci tabletki na sen dziś w szpitalu. Wiem, że nie spałaś. Zjedz coś i się połóż. Ja zajmę się organizacją.- specjalnie nie użyła tego słowa. Zrobiłam jak kazała, ale nie chciałam jej obarczać. Niestety była uparta. Po wypełnieniu jej poleceń szybko zasnęłam.
// Nie wiem, ale wydaje mi się jakoś nudno. Myślałam, se będzie ciekawie, a ten rozdział wyszedł jak flaki z olejem. Chyba naprawdę coś psuje. Dziękuje za komentarze i miłe wiadomości na Twitterze. Kocham Was. :* I odpowiem na każdą wiadomość. Nie bójcie się, że spamujecie. Dla mnie to bardzo miłe i motywujące, więc piszcie nawet jak Wam się nudzi @OlkaMAlex . Pozdrawiam <3




Super rozdziałek ♥♥♥
OdpowiedzUsuńBoski <3 Przyznam smutny :( ale mam nadzieję że kolejne będą weselsze :) Masz talent. Czekam na kolejny rozdział :) Buziaczki :***
OdpowiedzUsuńNominowałam cię do The Versatile Blogger Award i więcej informacji znajdziesz u mnie: http://directionoverload.blogspot.com/2013/08/the-versatile-blogger-award-2-3-4.html
OdpowiedzUsuńBoskiii <3
ROZDZIAŁ JEST WSPANIAŁY .. PO PROSTU MEGA ..
OdpowiedzUsuńNIE WIEM JAK GO OPISAC .. MASZ WSPANIAŁY TALENT .. KOCHAM TWOJEGO BLOGA ... ON JEST CUDOWWNY .. ♥
zapraszam do mnie : http://the-imposible-become-posible.blogspot.de/
To jest genialne :) To nic że smutny ale zawsze musi być coś smutnego, mama nadzieje że teraz tylko będą same wesołe rzeczy :D I oby wszystko się dobrze ułożyło :)
OdpowiedzUsuńŚwietny. :)
OdpowiedzUsuńBardzo smutno się zrobiło... Ralph nie żyje, Harrego nie ma w Londynie... Biedna Lilly. :/
Mam nadzieję, że nie długo coś z Harrym będzie, że się pokłócą i później słodko pogodzą. *.* Liarry forever ♥
Rozdział strasznie wzruszający;*
OdpowiedzUsuńNie był wcale nudny, wręcz przeciwnie. Ale czekam na wątek z Harrym. Mógłby się w końcu pojawić. Teraz kiedy Ralph nie żyje, Lily przyda się ktoś kto ją pocieszy. Czekam na następny i życzę dużo weny.
Jejku..Wzruszyłam się. Mam nadzieję, że wyjdzie jej może z Harrym. Pasowaliby. <3
OdpowiedzUsuń