wtorek, 23 kwietnia 2013

Rozdział 3.~ Udowodnie Ci!

20.04.2013r.
8:11
Londyn
Czasami wydaje nam się, że nieznajomi ludzie spotykani na co dzień nie oddziałują na nasz, humor czy usposobienie... Ich decyzje nie wpływają na nasze życie. Liczymy się tylko z bliskimi. A to akurat te osoby najbardziej decydują o nas. Czasami też przez własne narzekanie możemy trafić na coś wiele gorszego. Nie decydujemy o sobie, to ktoś decyduje za nas.
'Jesteś dla mnie jak promyk słońca po burzy. Twoja miłość unosi mnie na skrzydłach. Gdy jestem z tobą mogę latać. Nic nie jest ważne. Liczysz się ty i nikt więcej'- westchnęłam głośno przewracając  oczami. 'Nie no po prostu rzygam tęczą!'- krzyknęłam znudzona całym filmem. Po chwili jednak zganiłam się w myślach. Mogłam przez głupie komentarze obudzić Lux. Jednak mała chyba dalej spała. Od paru dni siedzę z nią cały czas w domu. W sumie nie narzekam. Cudownie jest się nią opiekować. Lou wraca tylko na noc, bo te całe 1D ma trasę, a Tom jest także w pracy. Romeo i Julia z mojego filmu właśnie zaczęli się całować. Postanowiłam nie patrzeć na tą denną historię. Wstałam i już miałam iść do kuchni, ale na drodze stanęło mi coś wielkiego i lokowatego.
-Matko! A co ty tu robisz? I jak w ogóle wszedłeś?- przestraszyłam się Harrego. Już od 10 cudownych dni nie widziałam tej mordki, ale coś dziwnego zawładnęło moim ciałem. Spojrzałam w jego oczy. Wzdłuż kręgosłupa przeszedł mi dreszcz taki radosny dreszcz... Czyżbym cieszyła się na widok Stylesa? A może na kolejną kłótnie?
-Lou dała mi klucze. Chłopcy chcieli zobaczyć Lux. Byłaś tak zajęta filmem, że z łatwością mogłem ją wynieść z domu.- śmiał się.
-Nie byłam zajęta. Wcale mi się nie podobał. Nienawidzę filmów o miłości. Czegoś takiego w cale nie ma.- nie wiem po co mu to mówiłam. Mój za długi język zawsze mi nie służył.
-No tak w końcu jesteś starą zgorzkniałą panną. Ale serio nie wierzysz w miłość?- zmrużył oczy.
-Nie. Nie ma czegoś takiego Haroldzie i mikołaja też- wiedziałam, że to imię go drażni.
-A chcesz się przekonać, założymy się?- mówił do mnie idąc w kierunku schodów.
-Że mikołaj istnieje?- na początku nie zrozumiałam o co mu chodzi.
-Nie chodziło raczej o to pierwsze.- zatrzymał się na pierwszym stopniu. Byłam w szoku. Najpierw się ze mną kłóci, a teraz chce udowodnić, że miłość istnieje. Stałam wpatrzona w jego niepewny i oczekujący na odpowiedź wyraz twarzy. Nie potrafiłam wymówić ani jednego słowa. Prychęłam cicho i omijając go weszłam na górę. 'no to ci udowodnię'- szepnął na tyle głośno, że go usłyszałam. Myślał, że jestem kolejną łatwą dziewczyną, która poleci na wdzięki bruneta. Co to, to nie. Nigdy się w nim nie zakocham. Nie zależnie co zrobi. Wchodząc do pokoju Lux starałam się być cicho. Blondynka jednak nie spała tylko bawiła się misiem. 'Choć skarbie'- podniosłam ją i trzymając na rękach szukałam ubranka. 'Przyszedł wujek Harry'- usłyszałam głos za sobą. Odwróciłam się i na widok jego idiotycznego uśmiechu obie z Lux parsknęłyśmy śmiechem. Loczek udawał, że się obraził. Jednak, gdy postawiłam małą na podłodze, a ona poszła do niego na jego twarzy znowu wrócił uśmiech. Przygotowałam ciepłe brązowe dresy, różową bluzę i kurtkę. Harry cały czas bawił się z blondaskiem. To dziwne, ale wyobraziłam sobie, że jesteśmy rodziną. Czy magia Stylesa zaczęła działać? Chciałam wziąć małą od niego i ubrać jednak zielonooki  sam się do tego zabrał. Myślałam, że wybuchnę śmiechem kiedy patrzyłam jak nieudolnie próbował założyć jej skarpetki. Lux chyba dla większej frajdy machała jak szalona nóżkami. Za setnym podejściem jednak udało mu się. Co zakończyłam gromkimi brawami. Na czole Hazzy widniały niewielkie krople potu. 'Jednak nie będzie dobrym ojcem'- pomyślałam z wielkim uśmiechem na twarzy.
-Pozwól, że sama ją ubiorę.- nie mogłam opanować śmiechu.
-Okej, okej.- podniósł ręce na znak poddania się. Lokowaty patrzył na dalsze ubieranie jakbym właśnie stosowała czarną magię. 'Gotowa!'- powiedziałam zadowolona z siebie. Styles zabrał małą i zszedł po schodach.
-Dobra masz 15 minut, my czekamy w samochodzie.- krzyknął z dołu.
-15 minut na co?- spytałam zdziwiona schodząc po woli.
-Lux ma być na naszym koncercie, bo to ostatni w UK. Lou jest zajęta przygotowaniem. My mamy próby, więc nie możemy się nią do końca zająć. Pomyśl, kto się nią zajmie?- wyszczerzył białe ząbki.
-Ja? Mam tam jechać?- zakrztusiłam się.
-Decyzja Louisy.- wzruszył ramionami.- czekamy w aucie. Nie miałam ochoty poznawać reszty przyjaciół Harrego. Z drugiej strony jednak nie mogłam zawieść malutkiej. Przebrałam się w miętowe spodnie i białą bluzkę. Założyłam wysokie czarne buty i kremowy płaszcz. Włosy ułożyłam luźno. Wzięłam parę rzeczy Lux i moją torebkę. Przed domem czekał sportowy samochód. Widać, że bardzo drogi.
-Jak się ogarniesz to nawet ujdziesz w tłumie.-skomentował mój wygląd Harry gdy wsiadłam do samochodu.
-Fajne masz auto. Przynajmniej na to można polecieć.- zrobiłam najwredniejszą minę jaką potrafiłam.
-Uwierz nie tylko.- poruszył brwiami. Wykrzywiłam twarz z obrzydzenia. Na tym nasza rozmowa się skończyła aż do samego Manchesteru, gdzie miał być koncert. Lux od godziny spała oparta na moim udzie. Przypomniało mi się, że jeszcze nic dziś nie jadłyśmy. Więc zapytałam chłopaka kiedy dojedziemy. Odparł, że już niedaleko. No co on nie powie? Jeżeli jesteśmy już w mieście to chyba logiczne. Ja natomiast potrzebowałam dokładnej odpowiedzi.
-Czyli?
-Już niedługo.- westchnął.
-Styles! Ja potrzebuje konkretnej odpowiedzi!- próbowałam krzyczeć szeptem. Z czego wyszło coś dziwnego. Pokręcił z pogardą głową. Moja irytacja była na bardzo wysokim poziomie.
-Nie irytuj mnie proszę. Jesteś tak tępy, że nie potrafisz odpowiedzieć na jedno głupie pytanie?- znowu zaczynałam kłótnie widocznie weszło mi to w krew.
-A co ty taka jesteś drażliwa? Co chwilę zadajesz mi durne pytania. Skąd mam wiedzieć czy będą korki i za ile dojedziemy? Umrzesz bez tej wiedzy?
-Jestem głodna. Przez ciebie nic nie jadłam.- zmroziłam go spojrzeniem.
-Próbowałem być miły, ale dla ciebie się nie da. Z tobą nawet anioł by nie wytrzymał. Przykro mi, że zawiodłem Lou.- westchnął.  -Musisz być taki?
-Muszę. Jasne? A teraz mogę już dalej jechać?- spojrzał mi w oczy jakby to co wcześniej powiedział było oczywiste. Skinęłam głową. Nie potrafiłam wymusić słowa. W tamtym momencie cieniutka nić mojej sympatii do niego pękła nieodwracalnie. Tym razem on wygrał. Zakpił sobie, a ja serio uwierzyłam, że może między nami być okej. Teraz ja się zemszczę tylko nie wiem jak. Chociaż w sumie jeśli za przyjaźnie się z jego kumplami to będzie mu nie na rękę.
-Już jesteśmy.- powiedział chłopak zatrzymując samochód prawie centralnie przed tylnym wejściem do areny.
-Tylko tego nam jeszcze brakowało.-Harry wskazał głową na czterech facetów może w moim wieku.
-A kto to jest?- zmarszczyłam czoło.
-Paparazzi.- przygryzł dolną wargę. -No jesteś gwiazdą to chyba normalne.- chciałam nacisnąć klamkę.
-Posłuchaj! Wyjdziemy z samochodu a jutro ukaże się artykuł, że mam nową dziewczynę i dziecko. Wszyscy wiedzą o Lux, ale to będzie lepsza sensacja. Ja tego nie chce.
-To co mamy zrobić?- skrzyżowałam ręce.
-Ja wyjdę, a jak wszyscy się zlecą do mnie ty weźmiesz Lux, potem idź prosto do głównego wejścia.- po tych słowach odjechał trochę do tyłu i wysiadł. Ja wzięłam śpiącą blondyneczkę i zrobiłam jak kazał Styles. Gdy weszłam do środka czekała tam już Louisa z całym 1D.
-Szybcy jesteście.- pokiwałam z uznaniem głową. -Luuux! Chodź do wujka. O a ta piękna dziewczyna to pewnie twoja ciocia. Twoim wujkiem też mogę być.- krzyknął chłopak z niebieskimi oczami i ciemnymi włosami. Podałam blondynkę chłopakowi. Na jedną rękę wziął małą, a drugą wyciągnął w moim kierunku.
-Cześć jestem Louis. Lider One Direction. Reszty nie musisz znać. Chodź oprowadzę cię po arenie. Złapał mocno moją rękę.
-Liderze, coś mi się wydaje, że Eleanor dzwoni. Słyszysz?- śmiał się blondyn.- El to jego dziewczyna- chrząknął. Louis zmroził go spojrzeniem.
-No cóż. Wódz wzywa.- zniknął za drzwiami.
-To Liam i Zayn. Harrego już znasz.- mówił niebieskooki pokazując na wszystkich po kolei.
-A ty?- zapytałam.
-Co ja?- zmarszczył brwi.
-No jak masz na imię?
-A no tak. Jestem Niall.- uśmiechał się skromnie. Porozmawiałam chwilę z nimi.
-Więc Zayn, Liam i Lou wy macie dziewczyny. Dlatego ja oprowadzę Lilly.- zrobił ważną minę.
-Co to ma do rzeczy?- parsknęłam śmiechem.
-Bierz Lux i idziemy.- oparł się o ścianę. Patrząc z tej perspektywy był bardzo przystojny. Chwyciłam siostrzenicę za rączkę umazaną w jakimś batonie od mądrych wujków.
-Z tego co wiem ja też nie mam dziewczyny.- odezwał się lekko zachrypnięty głos. Nie odwracając się wiedziałam do kogo należał.
-Ale ty Harry nie masz ochoty z nami iść.- powiedziałam nie odwracając się.
-A właśnie, że mam. Od dziś mów mi Styles przyzwoitka.- podszedł do mnie i objął ramieniem.
-Skarbie to, że jesteśmy przy twoich kumplach nie oznacza, że musisz udawać, jak bardzo mnie lubisz.- poklepałam go po plecach.
-Ja naprawdę chce z wami iść.- puścił mi oczko.
-Jesteś beznadziejny.- westchnęłam.
-Nawzajem.- szepnął mi do ucha. Więc całą czwórką ruszyliśmy oglądać arenę. Od dużej sali po najmniejsze pokoiki. Oczywiście Harry cały czas szedł pomiędzy mną a Niallem i udawał, że wie cokolwiek o tym obiekcie.
-Dobra ja i Lux mamy już dosyć. Jest tu jakiś bar musimy coś zjeść.- blondyn nie zdążył nawet powiedzieć słowa, gdy Harry wskazał mi drogę.
-Dziękuje- wysyczałam przez zaciśnięte zęby.
-Dla przyjaciół wszystko.- pocałował mnie w czoło. Szybko wytarłam to miejsce i udałam się do baru. Prawdę mówiąc chciałam to zrobić na początku, ale perspektywa spaceru z Horanem była interesująca. Zwłaszcza przed tym jak Styles zaproponował swój udział. Był mały. Ściany w środku były czerwone. Przy bokach ścian stały czteroosobowe, brązowe stoliki z wazonem na środku. Posadziłam Lux na krześle. Zamówiłam sałatkę, a w torbie znalazłam zupki w słoiku. Wchłaniając je mocno się wymazała. Zrobiłam jej parę zdjęć i zjadłam swoją sałatkę.
Wytarłam małą. Zapytałam kogoś z obsługi gdzie jest Lousia. Młody, czarny mężczyzna wskazał mi pokój. Weszłam do środka. Znajdowało się tam sporo luster i różnych kosmetyków, których w życiu nie widziałam na oczy.
-Hej. Co tam?- uśmiechnęła się Lou.
-Możesz mi powiedzieć o co tu chodzi. Harry dziś w domu był dla mnie miły. Chciał udowodnić, że miłość istnieje.- dopiero zrozumiałam jak to dziwnie zabrzmiało- potem powiedział, że ty mu kazałaś. Nie masz swojego życia? Ją sobie poradzę. Nie mieszaj się! Po co mnie tu ściągnęłaś? Nie pogodzę się z nim.- krzyczałam.
-Lilly ja mu nic takiego nie kazałam robić. Nie rozmawiałam o tobie od dawna. Poza tym nie jest taki. Nie mówi tak nikomu. Nie Harry!- broniła się.
-Słucham?- zamarłam. Komu miałam wierzyć?
-Lilly. Naprawdę...- przytuliła mnie. Odetchnęłam głośno.
-Nie wiem co się tu dzieje, ale nie chce wiedzieć.- usiadłam na krzesło.
-A teraz idź do chłopaków mają przerwę i chcą się pobawić z Lux. Drzwi na końcu korytarza po lewej.- kończyła mówić, gdy byłam już na korytarzu. Podeszłam niepewnie. Słychać było podniesione tony.
-Co ty od niej chcesz. Fajna jest.- słyszałam głos Louisa.
-I ładna.- dodał chyba Liam.
-Wy oczu nie macie. To najwredniejsza osoba jaką poznałem.- mówił nie kto inny a Styles.
-Głupoty gadasz! Miła jest. Ja mam intuicję do ludzi.- odpowiedział mu Zayn.
-Dobrze mówi. Ciągle narzekasz, że nie mam dziewczyny. Trafiła się w końcu fajna i ładna, to się wpieprzasz.- warknął Niall.
-Wy tego nie widzicie? Ona chce nas skłócić. Już to robi. Nienawidzi mnie i na was się odegra.- mówiąc te słowa bardzo mnie ranił. Na początku miałam taką myśl, ale gdy ich poznałam szybko mi przeszło.
-Jesteście głupi.- nagle otworzyły się drzwi i stanął w nich zdziwiony Harry.- I jeszcze podsłuchuje.- przeszedł koło mnie potrącając w ramie i udał w głąb korytarza trzaskając drzwiami do jakiegoś pokoju. Stałam w progu z szeroko otworzonymi ustami. Liam wstał wziął ode mnie Lux. Bez słowa usiadłam na kanapie w ich pokoju. Po mojej prawej stronie siedział blondyn. Delikatnie objął mnie ramieniem, a ja wtuliłam się w niego mocząc koszulę łzami.
-Nie przejmuj się nim. Ma zły dzień.- powiedział Lou. -Od kiedy przyjechała ma same złe dni, albo naprawdę jej nie cierpi, albo..- Malik spojrzał po pozostałych.
-U niego akurat jedno gorsze od drugiego-  dokończył Liam.
-Albo?- wytarłam nos rękawem. Odpowiedzią była cisza.
-Nie przejmowałam się nim wcześniej, ale mam dosyć tego. Nic mu nie zrobiłam.- mówiłam patrząc w ścianę.
-Poczekaj. On musi do tego dorosnąć.- nie zrozumiałam ich słów, ale było mi wszystko jedno. Przez cały czas do koncertu trzymałam się z chłopakami i omijałam pana Stylesa. Potrafili mnie rozbawić. Byli cudowni. Nie dziwię się, że Louisa ich tak lubi. Tylko dlaczego uwielbia też Harrego? Po paru godzinach weszli na scenę. Ja oglądałam ich występ zza kulis. Bawiłam się świetnie. Nawet spodobały mi się piosenki. Razem z Lux szalałyśmy za sceną. Pogratulowałam im występu. Harry zaproponował, że odwiezie nas do domu. Usiadłam z małą do tyłu a Louisa przy Stylesie. Byłam tak zmęczona, że osunęłam się, że i próbowałam zasnąć.
-To nie ma sensu. Powiedz jej w końcu. Na pewno zrozumie.- mówiła Lou.
-Cicho- szepnął chłopak.
-Daj spokój obydwie śpią.- w tamtej chwili odpłynęłam. Przecież dobrze wiedziałam, że on mnie nienawidzi po co miał mi to mówić...
'20.04.2013r.- Ten dzień byłby cudowny. Właśnie byłby. Nie rozumiem o co mu chodzi. Wiem tylko, że to boli. W moim sercu wypala jakąś ranę. Każdy akt przemocy robi to w nas..'

I jak? Naprawdę proszę o komentarze, obserwacje ,polecenie cokolwiek. Wtedy widzę sens i rozdziały są lepsze. Dziękuje wszystkim którzy tu wchodzą. Proszę pozostawcie swoją opinię. :*

środa, 17 kwietnia 2013

Rozdział 2.~ Mały, wstrętny, irytujący Styles.

10.04.2013
22:29
Londyn
...Odwróciłam się w kierunku wyjścia . Nagle stanęła przede mną Lux trzymana na rękach przez chłopaka z kręconymi włosami i cudnymi szafirowymi oczami nie był to chłopak Louisy a tym bardziej ona...
Zaczęłam mu się uważnie przyglądać. Był bardzo przystojny. Miał kręcone brązowe loki wystające spod zielonej czapki. Jego oczy miały piękną zieloną barwę. Były wprost magiczne. Malinowe usta lekko zacisnął w równą linię. Nie wiem, czy się uśmiechał, czy miał taki naturalny wyraz twarzy, ale odsłaniał on słodki dołek w lewym policzku. Widać, że było mu zimno. Miałam wrażenie, że skądś go znam.
Patrzyłam na nich zdziwiona. Może pomyliłam adresy? No może, ale nie! Przecież trzyma na rękach Lux. Co prawda nigdy jej nie widziałam na żywo za to jej zdjęcia oglądałam dokładnie całymi wieczorami. Pomimo naszych kłótni z Lou, bardzo ją kochałam i ciekawiła mnie jej córka. Wszędzie poznałabym te słodkie okrągłe policzki, blond czuprynkę oraz rezolutne oczka. Jednak po chwili sytuacja stała się nie zręczna. Chwilowo miałam pomysł poprostu go ominąć i udać się w kierunku wyjścia. Nagle jednak brunet przemówił.
-Mogę w czymś pomóc?- zapytał wyraźnie zaciekawiony moją osobą, poprawiając przy tym małą na rękach. Lustrował mnie z precyzją, od samych palców po czubek głowy.
-To znaczy... No... Ja szukam Lou Teasdale.- odpowiedziałam niepewnie.
-No to jest jej dom. Tylko niestety wyszła i wróci dopiero za ponad godzinę.- oświadczył. -A to właśnie jej córka...
-Lux.- dokończyłam za niego.
-Tak?- zdziwił się.- a skąd to wiesz i przepraszam za pytanie, ale kim jesteś?- zaśmiałam się z jego słów. Podeszłam do małej i przywitałam mówiąc ciche 'hej'. Po czym wzięłam ją od chłopaka i zaczęłam się z nią bawić. Nie bała się mnie. Po chwili patrzyła na mnie cała rozbawiona. Brunet wyraźnie nie wiedział o co chodzi.
-Nie patrz tak na mnie. Nie jestem pedofilem.- powiedziałam z przekąsem.
-Tak? To może powiesz kim naprawdę jesteś i o co tu chodzi.- na jego słowa wywróciłam oczami.
-Jestem Lilly. Siostra Louisy.- wyciągnęłam rękę. Jednak on nie zareagował.
-Ta Lilly?- zmierzył mnie lodowatym spojrzeniem.
-Ymmm... Chyba. Ale co ja zrobiłam?- oddałam mu blondynkę. Chłopak zacisnął usta, jakby powstrzymywał się od powiedzenia czegoś niestosownego.
-Nie, nic.- wysyczał.
Podszedł do drzwi i włożył klucze do zamka. Otworzył, dając mi do zrozumienia żebym weszła do środka. Dom był mały, ale przestronny. W hallu na blado różowych ścianach wisiało sporo zdjęć. Były Louisy i Toma. Dużo fotografii małej Lux, tego chłopaka i paru innych. Jednak moją uwagę przykuło jedno. Moje i Lou. Siedzimy na kanapie i mocno się przytulamy. Przypomniało mi się, że zrobił je tata w ostatnie święta przed wyjazdem. Smutek ściskał całe moje ciało. Przeniosłam wzrok na inne zdjęcia. Skądś kojarzyłam tych pięciu chłopaków, którzy stali nad dopiero co urodzoną blondyneczką.
-Czy ja Cię już kiedyś spotkałam.- zwróciłam się do bezimiennego.
-Wątpię.- zaśmiał się drwiąco.
-Ale ja cię kojarzę i tych 4.- wskazałam na obrazek.
-A to jest możliwe.- uśmiechał się pod nosem do małej. Prychnęłam tylko i wzięłam Lux na kolana. Lokowaty włączył telewizor. Bujałam małego aniołka w rytm piosenki, która właśnie leciała w telewizji. Widziałam ją od paru minut, ale już zdążyłam pokochać. To nie było dziwne, bo jak można było nie uwielbiać takiego słodziaka. Zielonooki zaczął śpiewać razem z telewizorem. Ten głos był mi już znany i zaraz.. zaraz.. taki sam jaki wypływa z głośnika. Spojrzałam na niego zdziwiona, a potem na ekran. Czułam, że chyba zemdleje. Miałam halucynacje? Możliwe by ta sama osoba siedziała tu? Gwiazda młodzieży? Patrzył na moją minę widocznie rozbawiony.
-Ty..yy ... je.. jesteś- jąkałam się.
-Harry z One Direction.- westchnął.- Naprawdę nie wiedziałaś?- zbadał mnie wzrokiem. Myślał, że udawałam.
-Niee..- pokręciłam głową.
-Lou nie mówiła ci gdzie pracuje?- wtedy zrozumiałam, że nic prawie nie wiem o jej życiu. Przez te 2 lata sporo mi umknęło. Nie odpowiedziałam na jego pytanie. Zauważyłam że Lux usnęła mi na kolanach.
-Gdzie ją zanieść?- zapytałam. Harry wziął ode mnie aniołka i gdzieś poszedł. Siedziała na kanapie patrząc się w telewizor. Tak naprawdę nie wiedziałam co tu się dzieje. Lou zna największe gwiazdy w UK! Do tego jedna z nich jest w tym domu. To dziwne, ale miałam ochotę uciec. Błagałam w myślach żeby wreszcie wróciła, zanim on przyjdzie. Jednak moje marzenie się nie spełniło. Słyszałam jak chłopak schodzi po schodach. Czekałam, aż wejdzie i zajmie to samo miejsce. Jednak tak się nie stało. Wsłuchałam się mocniej. Wychwyciłam jego ciężki oddech gdzieś za sobą. Obróciłam się. Stał oparty o ścianę i uważnie mi się przyglądał po raz setny dzisiaj.
-O co znowu chodzi?- z irytowało mnie jego zachowanie.
-Nic.- odparł cicho i usiadł na swoim dawnym miejscu. Czas dużył się niemiłosiernie.
-Długo się im jeszcze zejdzie?- zapytałam, aby w końcu przestał się bez sensu patrzeć. Krępowało mnie jego bezustanne spojrzenie.
-Nie mam pojęcia.- przeniósł wzrok na zegarek.
-To nieodpowiedzialne, że zostawiła swoje dziecko o takiej godzinie pod opieką obcej osoby.- powiedziałam nie wiem dlaczego. Z tego co dostrzegłam był jej przyjacielem, ale chyba chciałam przerwać ciszę. Jednak to był kiepski pomysł.
-Taak?- powiedział oburzony. Ja już nie potrafiłam się wycofać. Atmosfera była strasznie napięta. Jedno słowo dzieło nas od wybuchu kłótni.
-Tak. No ile ty masz lat? I kim dla nich jesteś?- widziałam jak te słowa go ranią. Harry wziął głęboki wdech i zaczął podniesionym głosem.
-A co ty sobie myślisz? Chyba mają prawo gdzieś razem wyjść!
-Mają, ale jest tyle odpowiedzialniejszych osób na świecie, a nie rozdarta gwiazda popu.- krzyczałam na niego.
-Tak? A kim ty jesteś? Niedojrzałą 20 latką, która nie odzywa się do siostry przez parę lat w których najbardziej jej potrzebowała? Baaardzo odpowiedzialna jesteś. Myślisz, że przyjedziesz i będziesz super siostrą Lou i ciotką dla Lux? Mylisz się! Nawet nie wiesz ile Lousia płakała przez ciebie. Ty miałaś ją gdzieś!- wymachiwał rękami.
-Nie znasz mnie. Nic nie wiesz o moim życiu! Masz wszystko czego tylko chcesz... Nie znasz mojej historii.
-I może nawet nie chcę poznać! Wynoś się z życia Lou. Poradziła sobie bez ciebie kiedyś to i teraz da radę, bo ma nas!- jego słowa bardzo mnie bolały. Jeszcze chwila i płakałabym jak dziecko.
-Lilly?- zobaczyłam blondynkę w drzwiach salonu. Musieliśmy nie słyszeć jak wchodziła przez naszą kłótnię.
-Lou!- przytuliłam ją.
-O co chodzi? Czemu się wydzieracie?- pytał nas Tom. Spojrzałam z pogardą na Stylesa.
-Lousia, musimy pogadać.- pociągnęłam ją w kierunku kuchni. Weszłyśmy do pomieszczenia.
-Jak ty się tu znalazłaś?- na jej twarzy widniał uśmiech.
-Poprostu wsiadłam, przyjechałam, jestem- przytuliłam ją ponownie.
-Nawet nie wiesz jak się cieszę.
-Ja też. Tylko nie rozumiem co tu robi ten cały Harry?
-To jest mój przyjaciel i chrzestny Lux. A właśnie widziałaś ją?- pytała podekscytowana.
-Tak jest śliczna i słodka.Po mamie. Ten chłopak mnie denerwuje.- walnęłam ręką w stół.
-No właśnie... Kłóciliście się?
-Tak. Myśli, że jak jest popularny to może ludzi traktować jak szmaty? Pouczać mnie nie będzie. Dupek.
-Lilly! Opanuj się. On jest bardzo fajny i miły.
-Może dla ciebie.- prychnęłam.
-Jestem miły dla tych którzy są dla mnie mili.- usłyszałam głos za sobą.
-Mógł byś nie podsłuchiwać!- krzyknęłam.
-Lilly!- wrzasnęła Lou.
-Widzisz? To jest twoja siostra? Wątpię...
-Zamknij się Styles i wyjdź!- lokowaty wszedł z kuchni wziął kurtkę i nie zakładając jej wyszedł trzaskając drzwiami.
-Co ty wyprawiasz? Harry jest moim najlepszym przyjacielem a ty siostrą. Musisz go tak traktować? Rozumiem jesteś zła, ale nie każdy facet jest głupi!
-To on zaczyna! Sama nie wiem o co mu chodzi. Kazał mi się wynosić z twojego życia! Jakim prawem?
-On jest czasami porywczy. Musi ochłonąć. Boi się o Lux. Przecież będziesz się nią zajmowała i dla niego nidy będzie miejsca. Zachowujecie się jak małe dzieci. Nawet go nie znasz.
-Nie będę dla niego miła!
-Nic się nie zmieniłaś... Patrzysz tylko na czubek własnego nosa...- załamała ręce.
-Dobrze. Postaram się z nim nie kłócić i być miła dla pozostałych ludzi tylko błagam nie dla niego.- pogładziłam ją po plecach.
-Ale co on ci zrobił znasz go zaledwie parę minut.. Opanuj się.
-I wiedzę kim jest.
-Chodźmy lepiej spać. Nie wiedzę e tym sensu- podniosła się i ruszyła do salonu. Trzydzieści minut później leżałam na kanapie, gdzie zaczął się cały konflikt z panem ' wynoś się z jej życia'. Mogło być inaczej. Skoro przyjaźni się z Lou nie może być zły. Kocha Lux jak ja. Jesteśmy podobni? Na pewno nie. On jest chamski i bezczelny. A ja? W sumie dziś pokazałam się z takiej samej strony... Rozejrzałam się po pokoju. Z walizki wystawało coś dużego i czerwonego. Podeszłam bliżej. Był to mój stary zeszyt. Znalazłam go przy pakowaniu i zabrałam tu. Pisałam w nim wszystkie moje uczucia, doznania, wydarzenia Od wyjazdu Lou do chwili poznania mojego chłopaka. Potem myślałam, że to bez sensu. Otworzyłam go niepewnie. Trafiłam na pierwszy wpis 'Jest trudno. Nie czułam się tak od dawna. Zostałam sama nie mam nikogo' i kolejne 'Czy naprawdę musi tak być? Samotność boli najbardziej. Wolę już się kłócić z tobą Lou. Tylko bądź tu.','Potrzebuję kogoś, teraz, zaraz, tu!'. Niektóre kartki były mokre od łez. W końcu trafiłam na ostatni wpis: 'Jestem szczęśliwa, od dawna czegoś takiego nie czułam'. Wzięłam do ręki długopis i nakreśliłam datę:

'10.04.2013r. Pierwszy dzień w Londynie, czy zawsze na tą myśl będę miała w głowie jedno imię? HARRY! Mały, wstrętny, irytujący Styles. Nienawidzę go! Od pierwszego dnia... Nic i nikt tego nie zmieni!  Straciłam przyjaciół. Miałam okazję poznać kogoś i to psuje na wstępie. On też to zepsuł. Czy tak będzie już zawsze? Będę taką suką? Ale czemu ja się nim w ogóle przejmuje? Nawet go nie znam. To jest dziwne... bardzo dziwne...'

Dopiero zacznie rozwijać się akcja. Oczywiście jeżeli się podobał rozdział proszę o komentarze,bo to daje ogromną siłę i wenę xd
Chcę także zachęcić was do obserwowania, bo na razie nie ma żadnych obserwatorów. Pozdrawiam. :*

czwartek, 11 kwietnia 2013

Rozdział 1.~'Nie miałam do niej żalu. W tamtej chwili kompletnie zniknął.'

10.04.2013r.
16:32,
Edynburg.
Wiecie jakie to uczucie, gdy tracisz wszystko najważniejsze? Chłopaka, przyjaciół a co najważniejsze szczęście. Czujesz wtedy pustkę. Jakby ktoś zabrał ci serce włożył do pralki i oddał. Nic nie ma sensu. Życie staje się szare, nudne... Właśnie tak czuję się od dwóch dni. Od 48 najgorszych godzin od lat. Ostatni raz było tak 5 lat temu, gdy zostawiła mnie tu jedyna mi bliska osoba, a potem gdy ta sama osoba oświadczyła mi, że już nie wróci. Zostaje w Londynie. Dlaczego tak jest? Byłam szczęśliwa. Pierwszy od lat byłam szczęśliwa. Miałam chłopaka, przyjaciół, dostałam się na pierwszy rok medycyny. No i wczoraj cały świat runął. Czemu? Przez moją głupotę. Dokładnie dwie doby temu była 2 rocznica mojego związku z Mattem. Zaprosił mnie na kolację i oświadczył się, a ja? Mam dopiero 20 lat, plany, marzenia. Muszę skończyć studia i wizja małżeństwa mnie przerażała. Nie potrafiłabym reszty życia spędzić z nim siedząc w domu i wychowujący dzieci. Chce je mieć, ale jeszcze nie teraz. Lubiła Mata. No właśnie na początku myślałam, że to miłość. Jednak myliłam się. Oczywiście chcę mieć rodzinę, ale z kimś kogo naprawdę pokocham bezgranicznie na zawsze. Wszyscy moi przyjaciele twierdzą, że zrobiłam z niego idiotę. On podobno nie może normalnie funkcjonować. Z resztą podobnie jak ja. To wszystko było dziwne... i to bardzo. Z rozmyślań wyrwała mnie piosenka 'Stay' Rihanny, która obwieszczała nowe połączenie. Nie podnosząc się, sięgnęłam ręką na stolik obok łóżka przywracając kolejne nie zydentyfikowane przedmioty. W końcu trafiłam na rzecz z której wydobywał się dźwięk. Spojrzałam w lekko porysowany ekran i nazwa kontaktu oślepiła mnie wręcz. Od czasu do czasu dzwoniła, ale nie odbierałam. Tym razem chciałam zrobić to samo. Jednak jakaś siła mi nie dawała. Zrobiłam wręcz odwrotnie. Nie wiem dlaczego, może tęskniłam za nią już za bardzo, a może prostu musiałam z kimś porozmawiać. Przesunęłam szybko palcem po wyświetlaczu i powoli przyłożyłam go do ucha.
-Słucham?- zaczęłam niepewnie.
-O boże!- usłyszałam radosny głos Lou.
-Yy nie pomyłka. Nazywam się Lilly.- śmiałam się nerwowo.
-Nawet nie wiesz jak się cieszę, że w końcu odebrałaś.- zaczęła płakać.
-Dobra, dobra. Chyba nie dzwonisz żeby mi tu płakać.
-Nie. Jeju jestem taka szczęśliwa. Co słychać? Wszystko w porządku? Co się w ogóle u was dzieje.- zacisnęłam dłonie na pościeli.
-Wszystko okej. Studiuje sobie - mówiłam trzęsącym się głosem.
-Ej młoda ile ja cię znam? O co chodzi? Masz jakiś problem?- pytała blondynka.
-Louisa...- zaczęłam płakać.- to nie ma sensu. Moje życie nie ma sensu.
-Ej, ej. Spokojnie co zrobiłaś?- opowiedziałam jej całą historię. Wszystko po kolei.
Lou milczała przez chwilę. Po czym odezwała się radośnie.
-Lilly, przyjedź do mnie na miesiąc, albo dwa.
-Już kiedyś z twoich ust padły słowa na miesiąc, dwa.
-Jeju nie zaczynaj znowu.. Proszę...
-Okej, okej. Ale nie mogę rzucić studiów i portu wyjechać na drugi koniec kraju...
-Rozumiem- westchnęła- ale pamiętaj. Zawsze możesz do nas przyjechać. Lux poznałaby w końcu swoją ciotkę.
-Dziękuje, ale nie. Trzymaj się.
-Wzajemnie i dzwoń kiedy tylko chcesz. Pa..- rozłączyła się. Usiadłam na łóżku. W mojej głowie była tylko jedna myśl. Niro dawała mi spokoju. Nie! Nie mogę jechać do Londynu... Co ze studiami? Niby tam są jeszcze lepsze, ale muszę zaczynać od nowa. W sumie to i tak zrobię sobie przerwę... Po 2 godzinach byłam już prawie spakowana. Jestem wariatką, ale nic mnie tu nie trzyma. Może tam będzie lepiej? Pakowałam się powoli, zabierając każdą cząstkę mojego życia. Nawet moje zdjęcie z Louisą, chociaż będę miała ją na miejscu. Płakałam pomimo wszystko. Jednak byłam szczęśliwa. Musiałam to zrobić. Zeszłam na dół tachając za sobą dużą pomarańczową walizkę, która kółkami uderzała o schody. Mama z tatą zerwali się i stanęli ze zdziwioną miną w przedpokoju.
-Możemy wiedzieć co ty wyprawiasz?- zapytał drwionco mój ojczym.
-Jadę do Londynu. Zamieszkam u Lou.- odpowiedziałam obojętnie.
-Lou?!- krzyknęli jednocześnie.
-Tak. Mam prawo odwiedzić siostrę?
-Tak, oczywiście.- patrzyli na mnie w lekkim szoku.
-Lilly, ale ty wrócisz?- zaczęła niepewnie mama.
-Tak.- uśmiechnęłam się, ale czułam, że ją okłamuje.
-Odwiozę cię na dworzec.- oznajmił mi ojciec. Mama zaczęła tulić mnie z całych sił. Dobrze wiedziała, że skłamałam i raczej nie wrócę.
Wyszłam z domu. Czułam na twarzy mocny powiew kwietniowego chłodu. Wzdrygnęłam się.
Powoli oddalałam się od drzwi w kierunku furtki. Spojrzałam w okno mojego pokoju i wtedy zrozumiałam co musiała czuć moja siostra 5 lat temu. Nie miałam do niej żalu. W tamtej chwili kompletnie zniknął. Było jej ciężko i jestem dumna, że była tak silna.
Frank, bo tak miał na imię mój ojczym otworzył bagażnik i włożył walizkę.
-Wsiadaj!- pospieszył mnie. Usiadłam wygodnie w fotelu auta i poczułam łzy na policzkach.
-Napewno chcesz jechać?- spojrzał na mnie.
-Tak. Ruszajmy!- skwitowałam. Mijaliśmy znane mi budynki. Poprosiłam, żeby zwolnił. W myślach żegnałam się z nimi. Po paru minutach dojechaliśmy na dworzec. Poszłam do informacji zapytać o kurs do Londynu i bilet. Okazało się że najbliższy wyjeżdża za 25 minut. Usiadłam z Frankiem w poczekalni.
-Lilly, wiedz... zawsze kochałem cię jak córkę.- zaczął.
-A ja traktowałam cię jak ojca.- na moje słowa uśmiechnął się.
-No chodź do mnie.- zaczęliśmy się przytulać.
-Pomimo naszym kłótni będę tęskniła.- szeptałam.
-Oj ja też... - westchnął.
Pozostały czas siedzieliśmy przytuleni jak ojciec z córką. Autobus podjechał pod dworzec. Wsiadłam do środka machając tacie i odjechaliśmy. Za oknem widać było cudowny krajobraz szkocji. Wiosna nadchodziła małymi krokami. Włożyłam słuchawki i patrzyłam się w szybę. Poczułam czyjąś rękę na ramieniu. Wzdrygnęłam się. Spojrzałam w lewo stał przy mnie przystojny brunet. Schowałam odtwarzacz.
-Przepraszam, mogę usiąść.- zapytał, obdarzając mnie szczerym uśmiechem.
-Tak, jasne.- poklepałam miejsce obok siebie. Miał czarne oczy, które miały w sobie coś posiadającego. Były tajemnicze. Pomimo radości wydawały się smutne i pełne bólu.
-Więc jak masz na imię?- zaczął rozmowę.
-Lilly. A ty?
-Ralph. Jedziesz do Londynu tak?- pytał dalej.
-Do siostry.- uśmiechnęłam się pod nosem. Nasza rozmowa toczyła się dalej. Dogadywaliśmy się jak dobrzy przyjaciele. Dowiedziałam się, że przystojniak ma 24 lata. Jedzie do Londynu po nowe życie i mieszkał tu do 17 lat. Jechaliśmy około 5 godzin. Około godziny 22 byłam na dworcu w stolicy Anglii. Nie zdziwiłam się, że nikogo nie ma. Przecież Lou nic nie wiedziała. W domu znalazłam jej adres Ralph znał Londyn dlatego zaprowadził mnie pod jej dom. Mieszkała w dwupiętrowym domku z małym ogródkiem. Pożegnałam się z chłopakiem i dałam swój numer. Niepewnie otworzyłam białą furtkę i wyszłam na ścieżkę prowadzącą do brązowych drzwi. Stanęłam przed nimi i nacisnęłam dzwonek. Wzięłam trzy głębokie wdechy. Nikt nie otwierał. Odwróciłam się w kierunku wyjścia . Nagle stanęła przede mną Lux trzymana na rękach przez chłopaka z kręconymi włosami i cudnymi szafirowymi oczami nie był to chłopaka Louisy a tym bardziej ona...
// I jak? Proszę o komentarze. Wtedy będę miała chęć pisać.

wtorek, 9 kwietnia 2013

Prolog.

23.07.2008r.
23:03,
Edynburg.
Leżałam na łóżku tempo patrząc się w biały sufit mojego pokoju, który chcąc, czy nie chcąc musiałam dzielić z moją starszą przyrodnią siostrą. Nie powiem cieszyłam się z tego. Kochałam ją. Ona zawsze potrafiła mnie zrozumieć. Miałam trudną sytuację, bo to dziwne mieszkać z kimś i mówić do niego tato chociaż nim nie jest. Dlaczego? Moja mama, a raczej nasza mama moja i Lou rozwiodła się z jej ojcem. Zamieszkała z moim, ale on zmarł, gdy miałam 4 lata. Wtedy też wróciła do swojego poprzedniego męża. Kochałam go, bo to on mnie wychowywał, ale często zastanawiam się jaki byłby mój tata. Brakuje mi go. Często płacze z tego powodu i wtedy zjawia się Louisa, gdyby nie jej pomoc zamknęłabym się w sobie. Spojrzałam na zegarek wyrywając się z kolejnego bezsensowego myślenia. Było późno. Na wyświetlaczu widniała godzina 23:03. Lou jest już dorosła ma te swoje 24 lata, ale to niebezpieczne chodzić do tej pory po ulicach Edynburga. Była ze swoim chłopakiem, ale nie ufałam mu. Chwyciłam telefon i już miałam wybrać numer siostry, ale coś, a raczej ktoś cicho zapukał w okno. Podskoczyłam na łóżku, bo była to ostatnia rzecz jakiej się spodziewałam. Kto normalny oczekuje pukania w szybę nocą do tego znajdowałam się na pierwszym piętrze. Powoli podeszłam do okna i odsłoniłam kawałek szmaty zwanej przez memę zasłoną. Po drugiej stronie stała Lou gestykulując, że musi wejść do środka. Otworzyłam okno a blondynka jakoś przeszła do pokoju.
-Gdzie ty byłaś? Ludzi straszysz. Nienormalna jesteś?! -wrzasnęłam już mocno wkurzona. Ona nic nie powiedziała tylko usiadła na łóżku chowając twarz w dłonie. Dopiero teraz zobaczyłam jej siniaka. Z ust chyba leciała jej krew.
-Matko! Kto ci to zrobił? Lou spójrz na mnie. Wszystko wporządku?- zapytałam, ale po chwili uznałam, że nie miało to sensu. Jak mogło być w porządku skoro siedzi zapłakana z rozcientą wargą. Usiadłam obok niej.
-To Justin... Myślałam, że mnie kocha... Ja miałam plany. Chciałam spędzić z nim życie a on?- krztusiła się łzami.
-Cii.. spokojnie. Więcej cię nie dotknie obiecuje.- wiem, że to brzmiało żałośnie. Jak mogłam dać jej taką gwarancję? Mała, drobna piętnastolatka nic nie zrobi temu oprawcy. Nie powstrzymam go.
-Dla..- szepnełam, gdyż zaschło mi w gardle, ale po chwili odchrząknęłam i opanowanym głosem zapytałam.
-Ale dlaczego ci to zrobił? Przecież kochał cię! Bynajmniej tak twierdził...
-Wiesz miłość czasem zawłada umysłem i taki człowiek nie potrafi racjonalnie myśleć. Zazdrość. Rozumiesz? Zobaczył jak rozmawiałam z kolegą, którego spotkałam czekając na nasze spotkanie.- mówiła zaciskając pięści. Jej kostki nabrały koloru tak białego jak nasz sufit. Ręce trzęsły się ze złości, a może jednak ze strachu? Widać, że nawet na myśl o nim strasznie cierpiała.
-I zrobił ci to przy ludziach nikt nie zareagował?- machałam nostalgicznie rękami.
-Nieee... Udawał, że jest okej. Poszliśmy do jego domu i wtedy zrobił mi te całe piekło. Nie wiem jakby to się skończyło, ale przyszedł jego współlokator i cudem uciekłam... nie chciałam żeby rodzice to zobaczyli. Znalazłam drabinę i oto jestem- opadła na moje kolana. Trwała pomiędzy nami cisza. Powietrze było gęste. Nawet nad wyraz gęste. Każdy wdech potęgował we mnie większą złość.
-I co teraz?- zapytałam w końcu.
-Muszę stąd uciec. On mi nie da spokoju na miesiąc dwa...- spojrzała mi w oczy. Nie chciałam żeby wyjeżdżała, ale bałam się o nią, a to chyba najlepsze wyjście żeby ten bydlak ją zostawił.
-Gdzie?- zapytałam.
-Do Londynu. Pamiętasz tam przeprowadziła się Aby. Zamieszkam u niej na ten miesiąc. Proszę cię nie patrz tak na mnie. Muszę...
-Rozumiem.- skwitowałam.
-Tylko mam prośbę. Spakuje się teraz i w nocy wymknę się na dworzec. Rodzice mogą mnie zatrzymać. Pozatym nie chcę się tłumaczyć.
-Rozumiem. Wytłumaczę im wszystko.- posłałam jej pocieszycielski uśmiech. Pomagałam blondynce spakować rzeczy. Siedziałyśmy do 2 płacząc i przytulając się.
-Muszę iść.- otarła mi policzki.- pamiętaj kocham cię moja mała siostrzyczko.- wtuliła się we mnie.
-Przecież to tylko miesiąc, góra dwa.- płakałam jeszcze bardziej.
-Pamiętaj jesteś Lilly Teasdale, a to coś znaczy. Musisz być silna.- Lou zeszła po drabinie do ogrodu, a ja rzuciłam jej duży plecak turystyczny. Pomachała mi na pożegnanie i po chwili zniknęła w bramie. Dziś rano obudziłam się szczęśliwa z najlepszą siostrą przy sobie, a teraz będzie pareset kilometrów ode mnie. Mówiła, że to na miesiąc, albo dwa, ale wiedziałam... ona nie wróci. Zostałam sama...

Podoba się? Chcecie więcej - napiszcie komentarz ! :D