8:11
Londyn
Czasami wydaje nam się, że nieznajomi ludzie spotykani na co dzień nie oddziałują na nasz, humor czy usposobienie... Ich decyzje nie wpływają na nasze życie. Liczymy się tylko z bliskimi. A to akurat te osoby najbardziej decydują o nas. Czasami też przez własne narzekanie możemy trafić na coś wiele gorszego. Nie decydujemy o sobie, to ktoś decyduje za nas.
'Jesteś dla mnie jak promyk słońca po burzy. Twoja miłość unosi mnie na skrzydłach. Gdy jestem z tobą mogę latać. Nic nie jest ważne. Liczysz się ty i nikt więcej'- westchnęłam głośno przewracając oczami. 'Nie no po prostu rzygam tęczą!'- krzyknęłam znudzona całym filmem. Po chwili jednak zganiłam się w myślach. Mogłam przez głupie komentarze obudzić Lux. Jednak mała chyba dalej spała. Od paru dni siedzę z nią cały czas w domu. W sumie nie narzekam. Cudownie jest się nią opiekować. Lou wraca tylko na noc, bo te całe 1D ma trasę, a Tom jest także w pracy. Romeo i Julia z mojego filmu właśnie zaczęli się całować. Postanowiłam nie patrzeć na tą denną historię. Wstałam i już miałam iść do kuchni, ale na drodze stanęło mi coś wielkiego i lokowatego.
-Matko! A co ty tu robisz? I jak w ogóle wszedłeś?- przestraszyłam się Harrego. Już od 10 cudownych dni nie widziałam tej mordki, ale coś dziwnego zawładnęło moim ciałem. Spojrzałam w jego oczy. Wzdłuż kręgosłupa przeszedł mi dreszcz taki radosny dreszcz... Czyżbym cieszyła się na widok Stylesa? A może na kolejną kłótnie?
-Lou dała mi klucze. Chłopcy chcieli zobaczyć Lux. Byłaś tak zajęta filmem, że z łatwością mogłem ją wynieść z domu.- śmiał się.
-Nie byłam zajęta. Wcale mi się nie podobał. Nienawidzę filmów o miłości. Czegoś takiego w cale nie ma.- nie wiem po co mu to mówiłam. Mój za długi język zawsze mi nie służył.
-No tak w końcu jesteś starą zgorzkniałą panną. Ale serio nie wierzysz w miłość?- zmrużył oczy.
-Nie. Nie ma czegoś takiego Haroldzie i mikołaja też- wiedziałam, że to imię go drażni.
-A chcesz się przekonać, założymy się?- mówił do mnie idąc w kierunku schodów.
-Że mikołaj istnieje?- na początku nie zrozumiałam o co mu chodzi.
-Nie chodziło raczej o to pierwsze.- zatrzymał się na pierwszym stopniu. Byłam w szoku. Najpierw się ze mną kłóci, a teraz chce udowodnić, że miłość istnieje. Stałam wpatrzona w jego niepewny i oczekujący na odpowiedź wyraz twarzy. Nie potrafiłam wymówić ani jednego słowa. Prychęłam cicho i omijając go weszłam na górę. 'no to ci udowodnię'- szepnął na tyle głośno, że go usłyszałam. Myślał, że jestem kolejną łatwą dziewczyną, która poleci na wdzięki bruneta. Co to, to nie. Nigdy się w nim nie zakocham. Nie zależnie co zrobi. Wchodząc do pokoju Lux starałam się być cicho. Blondynka jednak nie spała tylko bawiła się misiem. 'Choć skarbie'- podniosłam ją i trzymając na rękach szukałam ubranka. 'Przyszedł wujek Harry'- usłyszałam głos za sobą. Odwróciłam się i na widok jego idiotycznego uśmiechu obie z Lux parsknęłyśmy śmiechem. Loczek udawał, że się obraził. Jednak, gdy postawiłam małą na podłodze, a ona poszła do niego na jego twarzy znowu wrócił uśmiech. Przygotowałam ciepłe brązowe dresy, różową bluzę i kurtkę. Harry cały czas bawił się z blondaskiem. To dziwne, ale wyobraziłam sobie, że jesteśmy rodziną. Czy magia Stylesa zaczęła działać? Chciałam wziąć małą od niego i ubrać jednak zielonooki sam się do tego zabrał. Myślałam, że wybuchnę śmiechem kiedy patrzyłam jak nieudolnie próbował założyć jej skarpetki. Lux chyba dla większej frajdy machała jak szalona nóżkami. Za setnym podejściem jednak udało mu się. Co zakończyłam gromkimi brawami. Na czole Hazzy widniały niewielkie krople potu. 'Jednak nie będzie dobrym ojcem'- pomyślałam z wielkim uśmiechem na twarzy.
-Pozwól, że sama ją ubiorę.- nie mogłam opanować śmiechu.
-Okej, okej.- podniósł ręce na znak poddania się. Lokowaty patrzył na dalsze ubieranie jakbym właśnie stosowała czarną magię. 'Gotowa!'- powiedziałam zadowolona z siebie. Styles zabrał małą i zszedł po schodach.
-Dobra masz 15 minut, my czekamy w samochodzie.- krzyknął z dołu.
-15 minut na co?- spytałam zdziwiona schodząc po woli.
-Lux ma być na naszym koncercie, bo to ostatni w UK. Lou jest zajęta przygotowaniem. My mamy próby, więc nie możemy się nią do końca zająć. Pomyśl, kto się nią zajmie?- wyszczerzył białe ząbki.
-Ja? Mam tam jechać?- zakrztusiłam się.
-Decyzja Louisy.- wzruszył ramionami.- czekamy w aucie. Nie miałam ochoty poznawać reszty przyjaciół Harrego. Z drugiej strony jednak nie mogłam zawieść malutkiej. Przebrałam się w miętowe spodnie i białą bluzkę. Założyłam wysokie czarne buty i kremowy płaszcz. Włosy ułożyłam luźno. Wzięłam parę rzeczy Lux i moją torebkę. Przed domem czekał sportowy samochód. Widać, że bardzo drogi.
-Jak się ogarniesz to nawet ujdziesz w tłumie.-skomentował mój wygląd Harry gdy wsiadłam do samochodu.
-Fajne masz auto. Przynajmniej na to można polecieć.- zrobiłam najwredniejszą minę jaką potrafiłam.
-Uwierz nie tylko.- poruszył brwiami. Wykrzywiłam twarz z obrzydzenia. Na tym nasza rozmowa się skończyła aż do samego Manchesteru, gdzie miał być koncert. Lux od godziny spała oparta na moim udzie. Przypomniało mi się, że jeszcze nic dziś nie jadłyśmy. Więc zapytałam chłopaka kiedy dojedziemy. Odparł, że już niedaleko. No co on nie powie? Jeżeli jesteśmy już w mieście to chyba logiczne. Ja natomiast potrzebowałam dokładnej odpowiedzi.
-Czyli?
-Już niedługo.- westchnął.
-Styles! Ja potrzebuje konkretnej odpowiedzi!- próbowałam krzyczeć szeptem. Z czego wyszło coś dziwnego. Pokręcił z pogardą głową. Moja irytacja była na bardzo wysokim poziomie.
-Nie irytuj mnie proszę. Jesteś tak tępy, że nie potrafisz odpowiedzieć na jedno głupie pytanie?- znowu zaczynałam kłótnie widocznie weszło mi to w krew.
-A co ty taka jesteś drażliwa? Co chwilę zadajesz mi durne pytania. Skąd mam wiedzieć czy będą korki i za ile dojedziemy? Umrzesz bez tej wiedzy?
-Jestem głodna. Przez ciebie nic nie jadłam.- zmroziłam go spojrzeniem.
-Próbowałem być miły, ale dla ciebie się nie da. Z tobą nawet anioł by nie wytrzymał. Przykro mi, że zawiodłem Lou.- westchnął. -Musisz być taki?
-Muszę. Jasne? A teraz mogę już dalej jechać?- spojrzał mi w oczy jakby to co wcześniej powiedział było oczywiste. Skinęłam głową. Nie potrafiłam wymusić słowa. W tamtym momencie cieniutka nić mojej sympatii do niego pękła nieodwracalnie. Tym razem on wygrał. Zakpił sobie, a ja serio uwierzyłam, że może między nami być okej. Teraz ja się zemszczę tylko nie wiem jak. Chociaż w sumie jeśli za przyjaźnie się z jego kumplami to będzie mu nie na rękę.
-Już jesteśmy.- powiedział chłopak zatrzymując samochód prawie centralnie przed tylnym wejściem do areny.
-Tylko tego nam jeszcze brakowało.-Harry wskazał głową na czterech facetów może w moim wieku.
-A kto to jest?- zmarszczyłam czoło.
-Paparazzi.- przygryzł dolną wargę. -No jesteś gwiazdą to chyba normalne.- chciałam nacisnąć klamkę.
-Posłuchaj! Wyjdziemy z samochodu a jutro ukaże się artykuł, że mam nową dziewczynę i dziecko. Wszyscy wiedzą o Lux, ale to będzie lepsza sensacja. Ja tego nie chce.
-To co mamy zrobić?- skrzyżowałam ręce.
-Ja wyjdę, a jak wszyscy się zlecą do mnie ty weźmiesz Lux, potem idź prosto do głównego wejścia.- po tych słowach odjechał trochę do tyłu i wysiadł. Ja wzięłam śpiącą blondyneczkę i zrobiłam jak kazał Styles. Gdy weszłam do środka czekała tam już Louisa z całym 1D.
-Szybcy jesteście.- pokiwałam z uznaniem głową. -Luuux! Chodź do wujka. O a ta piękna dziewczyna to pewnie twoja ciocia. Twoim wujkiem też mogę być.- krzyknął chłopak z niebieskimi oczami i ciemnymi włosami. Podałam blondynkę chłopakowi. Na jedną rękę wziął małą, a drugą wyciągnął w moim kierunku.
-Cześć jestem Louis. Lider One Direction. Reszty nie musisz znać. Chodź oprowadzę cię po arenie. Złapał mocno moją rękę.
-Liderze, coś mi się wydaje, że Eleanor dzwoni. Słyszysz?- śmiał się blondyn.- El to jego dziewczyna- chrząknął. Louis zmroził go spojrzeniem.
-No cóż. Wódz wzywa.- zniknął za drzwiami.
-To Liam i Zayn. Harrego już znasz.- mówił niebieskooki pokazując na wszystkich po kolei.
-A ty?- zapytałam.
-Co ja?- zmarszczył brwi.
-No jak masz na imię?
-A no tak. Jestem Niall.- uśmiechał się skromnie. Porozmawiałam chwilę z nimi.
-Więc Zayn, Liam i Lou wy macie dziewczyny. Dlatego ja oprowadzę Lilly.- zrobił ważną minę.
-Co to ma do rzeczy?- parsknęłam śmiechem.
-Bierz Lux i idziemy.- oparł się o ścianę. Patrząc z tej perspektywy był bardzo przystojny. Chwyciłam siostrzenicę za rączkę umazaną w jakimś batonie od mądrych wujków.
-Z tego co wiem ja też nie mam dziewczyny.- odezwał się lekko zachrypnięty głos. Nie odwracając się wiedziałam do kogo należał.
-Ale ty Harry nie masz ochoty z nami iść.- powiedziałam nie odwracając się.
-A właśnie, że mam. Od dziś mów mi Styles przyzwoitka.- podszedł do mnie i objął ramieniem.
-Skarbie to, że jesteśmy przy twoich kumplach nie oznacza, że musisz udawać, jak bardzo mnie lubisz.- poklepałam go po plecach.
-Ja naprawdę chce z wami iść.- puścił mi oczko.
-Jesteś beznadziejny.- westchnęłam.
-Nawzajem.- szepnął mi do ucha. Więc całą czwórką ruszyliśmy oglądać arenę. Od dużej sali po najmniejsze pokoiki. Oczywiście Harry cały czas szedł pomiędzy mną a Niallem i udawał, że wie cokolwiek o tym obiekcie.
-Dobra ja i Lux mamy już dosyć. Jest tu jakiś bar musimy coś zjeść.- blondyn nie zdążył nawet powiedzieć słowa, gdy Harry wskazał mi drogę.
-Dziękuje- wysyczałam przez zaciśnięte zęby.
-Dla przyjaciół wszystko.- pocałował mnie w czoło. Szybko wytarłam to miejsce i udałam się do baru. Prawdę mówiąc chciałam to zrobić na początku, ale perspektywa spaceru z Horanem była interesująca. Zwłaszcza przed tym jak Styles zaproponował swój udział. Był mały. Ściany w środku były czerwone. Przy bokach ścian stały czteroosobowe, brązowe stoliki z wazonem na środku. Posadziłam Lux na krześle. Zamówiłam sałatkę, a w torbie znalazłam zupki w słoiku. Wchłaniając je mocno się wymazała. Zrobiłam jej parę zdjęć i zjadłam swoją sałatkę.
Wytarłam małą. Zapytałam kogoś z obsługi gdzie jest Lousia. Młody, czarny mężczyzna wskazał mi pokój. Weszłam do środka. Znajdowało się tam sporo luster i różnych kosmetyków, których w życiu nie widziałam na oczy.
-Hej. Co tam?- uśmiechnęła się Lou.
-Możesz mi powiedzieć o co tu chodzi. Harry dziś w domu był dla mnie miły. Chciał udowodnić, że miłość istnieje.- dopiero zrozumiałam jak to dziwnie zabrzmiało- potem powiedział, że ty mu kazałaś. Nie masz swojego życia? Ją sobie poradzę. Nie mieszaj się! Po co mnie tu ściągnęłaś? Nie pogodzę się z nim.- krzyczałam.
-Lilly ja mu nic takiego nie kazałam robić. Nie rozmawiałam o tobie od dawna. Poza tym nie jest taki. Nie mówi tak nikomu. Nie Harry!- broniła się.
-Słucham?- zamarłam. Komu miałam wierzyć?
-Lilly. Naprawdę...- przytuliła mnie. Odetchnęłam głośno.
-Nie wiem co się tu dzieje, ale nie chce wiedzieć.- usiadłam na krzesło.
-A teraz idź do chłopaków mają przerwę i chcą się pobawić z Lux. Drzwi na końcu korytarza po lewej.- kończyła mówić, gdy byłam już na korytarzu. Podeszłam niepewnie. Słychać było podniesione tony.
-Co ty od niej chcesz. Fajna jest.- słyszałam głos Louisa.
-I ładna.- dodał chyba Liam.
-Wy oczu nie macie. To najwredniejsza osoba jaką poznałem.- mówił nie kto inny a Styles.
-Głupoty gadasz! Miła jest. Ja mam intuicję do ludzi.- odpowiedział mu Zayn.
-Dobrze mówi. Ciągle narzekasz, że nie mam dziewczyny. Trafiła się w końcu fajna i ładna, to się wpieprzasz.- warknął Niall.
-Wy tego nie widzicie? Ona chce nas skłócić. Już to robi. Nienawidzi mnie i na was się odegra.- mówiąc te słowa bardzo mnie ranił. Na początku miałam taką myśl, ale gdy ich poznałam szybko mi przeszło.
-Jesteście głupi.- nagle otworzyły się drzwi i stanął w nich zdziwiony Harry.- I jeszcze podsłuchuje.- przeszedł koło mnie potrącając w ramie i udał w głąb korytarza trzaskając drzwiami do jakiegoś pokoju. Stałam w progu z szeroko otworzonymi ustami. Liam wstał wziął ode mnie Lux. Bez słowa usiadłam na kanapie w ich pokoju. Po mojej prawej stronie siedział blondyn. Delikatnie objął mnie ramieniem, a ja wtuliłam się w niego mocząc koszulę łzami.
-Nie przejmuj się nim. Ma zły dzień.- powiedział Lou. -Od kiedy przyjechała ma same złe dni, albo naprawdę jej nie cierpi, albo..- Malik spojrzał po pozostałych.
-U niego akurat jedno gorsze od drugiego- dokończył Liam.
-Albo?- wytarłam nos rękawem. Odpowiedzią była cisza.
-Nie przejmowałam się nim wcześniej, ale mam dosyć tego. Nic mu nie zrobiłam.- mówiłam patrząc w ścianę.
-Poczekaj. On musi do tego dorosnąć.- nie zrozumiałam ich słów, ale było mi wszystko jedno. Przez cały czas do koncertu trzymałam się z chłopakami i omijałam pana Stylesa. Potrafili mnie rozbawić. Byli cudowni. Nie dziwię się, że Louisa ich tak lubi. Tylko dlaczego uwielbia też Harrego? Po paru godzinach weszli na scenę. Ja oglądałam ich występ zza kulis. Bawiłam się świetnie. Nawet spodobały mi się piosenki. Razem z Lux szalałyśmy za sceną. Pogratulowałam im występu. Harry zaproponował, że odwiezie nas do domu. Usiadłam z małą do tyłu a Louisa przy Stylesie. Byłam tak zmęczona, że osunęłam się, że i próbowałam zasnąć.
-To nie ma sensu. Powiedz jej w końcu. Na pewno zrozumie.- mówiła Lou.
-Cicho- szepnął chłopak.
-Daj spokój obydwie śpią.- w tamtej chwili odpłynęłam. Przecież dobrze wiedziałam, że on mnie nienawidzi po co miał mi to mówić...
'20.04.2013r.- Ten dzień byłby cudowny. Właśnie byłby. Nie rozumiem o co mu chodzi. Wiem tylko, że to boli. W moim sercu wypala jakąś ranę. Każdy akt przemocy robi to w nas..'
I jak? Naprawdę proszę o komentarze, obserwacje ,polecenie cokolwiek. Wtedy widzę sens i rozdziały są lepsze. Dziękuje wszystkim którzy tu wchodzą. Proszę pozostawcie swoją opinię. :*

Świetny. Czy to możliwe ze Harry kocha Lily?
OdpowiedzUsuńCzekam na next:P
Świetne ;P
OdpowiedzUsuńOMG OMG OMG EPIC!
OdpowiedzUsuńsuper<3
OdpowiedzUsuńCzy tylko mi się wydaje, że Harry coś czuje do Lilly.? :D
OdpowiedzUsuńNiall jak podrywa Lil xD
Uśmiałam się gdy Harry zrobił się miły dla Lil, czy to nie dziwne.? :D
Od teraz shippuje Liarry :]