10:45
Londyn
Z całą pewnością mogę stwierdzić, że ten dzień jest najgorszy w moim życiu. Nie mam nawet porównania. Przez te ten czas nie docierało do mnie, że jego tu nie ma. Łudziłam się. Przecież on nie mógł umrzeć. Nie zostawiłby mnie! Dziś nadeszła chwila w której muszę się z nim pożegnać... na zawsze, chociaż zawszę będę wierzyła, że to pomyłka, a Ralph zjawi się przed drzwiami i po prostu mnie przytuli. Tak strasznie mi tego brakuje. Jego miękkiej i delikatnej skóry, dotyku, zapachu, obecności... Czemu wszystko co najgorsze trafia się mi? Widocznie na to zasługuje.
Nie chciałam wstawać. Nie mogłam też leżeć. Zdawało się, że na tym świecie nie ma miejsca dla takich jak ja. Dla morderców... Zostanę tu i poczekam, aż się obudzę z tego koszmaru, który okazał się jednak jawą. Przed twarzą mignęła mi chuda i czara postać. Poruszyłam się.
-Nie chciałam cię budzić.- usłyszałam spokojny i cichy głos El.- jak się czujesz?
Spojrzałam na nią nie dowierzając, że naprawdę potrafiła być taka opanowana.- przejdziemy przez to razem. Pomogę ci.- usiadła obok. Objęłam jej szyję. Uwielbiam jej zapach. Uspokajał mnie. Zawsze była taka mądra i opanowana, a zarazem krucha. Powiedziałabym jej wszystko dosłownie. Znam El może od niecałych dwóch miesięcy, ale to właśnie taki przyjaciel, który zdarza się raz na milion. Nigdy jej nie oddam.
-Boję się. Tak cholernie się boję.- zaczęłam znowu łkać.
-Spokojnie. Musimy się już zacząć zbierać, jesteś gotowa?- spojrzała niepewnie.
-Nigdy nie będę na to gotowa.- zacisnęłam pięści.-już wstaję.
*
Otarłam płynące z oczu łzy. Ciemnoszara chusteczka stała się mokra. Zimna. Podniosłam wzrok i przejechałam nim po jasnym drewnianym przedmiocie stojącym przed ołtarzem kaplicy. Trumna była zamknięta. Jednak, gdy potężny metalowy dzwon wybił godzinę dwunastą, a ktoś zatrzasnął mosiężne dwustuletnie drzwi, otworzono ją. Poczułam nieprzyjemne dreszcze. Ten widok był... był... nie wiem, jak mam to opisać. Wiem jedynie, że nie chciałam tego widzieć. Leżał tam. Jego skóra była całkiem blada. Włosy na jej tle jeszcze bardziej czarne. Ciemny, elegancki garnitur. Skamieniałe ciało, złożone dłonie. Był piękny. Wyglądał jakby spał i zaraz miał wstać. To wszystko było jak namalowane. Było tak nierealnie realne, bo ja cały czas pamiętam go uśmiechniętego, żywego... Mimo tego wszystkiego, mogłabym przysiąc, że on żyje. Jego powieki nie były do końca zamknięte. Widziałam jego czarne tęczówki i miałam wrażenie, że on patrzy. Widzi to, co się tu dzieje. Miałam nadzieję, że może zdarzy się jakiś cud i za chwilę otworzy je do końca. Wstanie i spojrzy na nas ze zdziwieniem, po czym na jego twarzy zagości nieznaczny uśmiech, który sprawi, że to wszystko zniknie, że on znów po prostu będzie. Zwróci mój zagubiony sens egzystencji. Podeszłam do trumny i pocałowałam go w czoło. Moja łza spadła na jego policzek. Wyglądał jakby też płakał. "I will always love you, only you. Goodbye my darling"- szepnęłam i jeszcze raz ucałowałam, ale tym razem jego rękę. Wszyscy zebrani patrzyli na mnie z przejęciem. Błagałam go, żeby wstał.
Nawet nie zauważyłam, kiedy minęła ta nieszczęsna godzina. Kiedy wszyscy staliśmy na cmentarzu przyglądając się temu, jak dwóch grabarzy jednocześnie zasypuje trumnę ciemnym piachem. Złapałam mocno El za rękę i zaczęłam płakać tak głośno, że na całym cmentarzu słychać było tylko to. Z całego pogrzebu zapamiętałam jedynie słowa pastora: "Ten chłopak żył jak każdy z nas. Był zagoniony. Miał wiele marzeń. Chciał coś osiągnąć. Mam nadzieję, że pozostanie w was pamięć o nim i jego walce o życie, którego często tak bardzo macie dosyć. Nie poddawał się. Miał przy sobie bliskich i do nich kieruje te słowa. Po każdym nawet najokropniejszym zachodzie, w końcu musi nastać moment, w którym słońce wzejdzie ponownie." Nie wiem co dla niego znaczyło to zdanie, jednak dla mnie stało się ono definicją nadziei. Nadziei na lepsze jutro, która odeszła razem z nim.
Nadziei, której nie miałam. Ludzie po kolei przyklękali koło krzyża i układali białe róże. Ja również złożyłam na grobie bukiet, a potem pokierowałam się w stronę jego rodziców. Uścisnęłam ich mówiąc "przepraszam". Myślę, że w całym szoku nie do końca mnie zrozumieli. Rozejrzałam się dokoła. Było mnóstwo ludzi. El wytłumaczyła mi, że to jego znajomi i rodzina. Musiał być.bardzo lubiany. Żałuję, że mi ich nie przedstawił. Dlaczego nie możemy spotkać się w innych okolicznościach? Wszyscy podchodzili do mnie i składali kondolencje. Ja za to czułam się jak najgorszy potwór i chciałam każdemu wykrzyczeć prosto w twarz, że to ja go zabiłam. W sumie tylko obecność Els i jej pomoc powstrzymała mnie przed tym.
Po niecałej godzinie od zakończenia pogrzebu pojechaliśmy do domu jego ojca. Tam przygotowano stypę. Około sześćdziesięciu osób wypełniało salon, jadalnie i połączony z nią taras. Wszyscy ubrani na czarno. Czułam się strasznie obco. Wyszłam na dwór. Spojrzałam w niebo. Jak na Londyn, pogoda była cudowna. Ciepłe promienie słońca otulały mnie ze wszystkich stron. Błękitne niebo wypełnione śnieżnobiałymi chmurami i chłodny wietrzyk. Więc dlaczego pogoda jest okropna? To ten dzień jest okropny. Wszystko się skończyło. Nie pomyślałabym, że przez dwa miesiące zmieni się całe moje życie... Nabrało sensu i zaraz potem go straciło. Dokładnie dwa miesiące. Na tyle miałam przyjechać. Chciałam uciec od problemów, a przywlokłam je za sobą. -Tu jesteś. Kochanie wszędzie cię szukamy, nie powinnaś być sama.- zobaczyłam zdyszaną Eleanor. Chyba serio wszędzie mnie szukała... -Muszę ci coś powiedzieć.- odwróciłam się do niej.- wracam do domu, do Edynburga...
// Powiem szczerze, że ten rozdział był najtrudniejszym jaki kiedykolwiek pisałam. Nie wiem jak wyszedł? Nigdy jeszcze (odpukać) nie straciłam nikogo bliskiego. Mało razy byłam na pogrzebach tym bardziej nie w Anglii. Tu musiała zadziałać moja wyobraźnia. Przepraszam jeżeli coś się nie zgadza w obyczajach pogrzebowych itp. Pozostawiam Wam (jak zawsze) ocenę. Dziękuje za wszystkie miłe wiadomości, tweety i komentarze. Pozdrawiam.
Świetny jak zawsze ;) kocham to opowiadanie ;* Mam nadzieję że nie wyjedzie i w następnym rozdziale będzie więcej Harrego
OdpowiedzUsuń~iLOve1D_Harry
Pobeczałam się ;( To takie smutne :( To opowiadanie jest boskie <3 Oby się wszystko dobrze ułożyło :) Czekam z niecierpliwością na kolejny rozdział :)
OdpowiedzUsuńCudowne , nawet raz zdązyłam się popłakac . jest wspanialy ... a ja kocham twojwgo bloga ♥
OdpowiedzUsuńpłacze jak głupia. : <
OdpowiedzUsuńBOŻE BOŻE BOŻE DZIEWCZYNO COŚ TY ZE MNĄ ZROBIŁA JUŻ NA POCZĄTKU DNIA MAM MOKRE OD PŁACZU OCZY CZYTAŁAM TO Z TAKIM PRZEJĘCIEM PROSZĘ PISZ DALEJ I SZYBCIEJ MASZ TALENT SERIO!! JUŻ NIE MOGĘ SIĘ DOCZEKAĆ NASTĘPNEJ CZĘŚCI MAM NADZIEJĘ ŻE ONA BĘDZIE Z HARRYM ;)
OdpowiedzUsuńSORRY ŻE TAK NIESKŁADNIE ALE JESTEM ROZTRZĘSIONA PO TYM ROZDZIALI :)
Pogrzeb ci wyszedł dobrze...ja niestety byłam na wielu pogrzebach tych bliskich :( i wiem doskonale jak to wygląda i dobrze wyszedł. Cudowny rozdział. Wybrałaś świetną piosenkę.
OdpowiedzUsuńJejuś, rozdział świetny i wzruszający. *.*
OdpowiedzUsuńMam nadzieję, że nie długo będzie coś z Harrym :)
Liarry Forever ♥
Czekam na nexta :3 proszę, dodaj go jak najszybciej!
Dopiero odnalazłam twojego bloga, ale uwazam, że jest świetny.
OdpowiedzUsuńBędę częstym gościem:*
Prosze o informacje o nowym wpisie.
ZAPRASZAM DO SIEBIE NA IMAGINY Z ONE DIRECTION
http://one-directions-imaginy.blogspot.com/
pozdrawiam,
. ~ Misiaczek