czwartek, 11 kwietnia 2013

Rozdział 1.~'Nie miałam do niej żalu. W tamtej chwili kompletnie zniknął.'

10.04.2013r.
16:32,
Edynburg.
Wiecie jakie to uczucie, gdy tracisz wszystko najważniejsze? Chłopaka, przyjaciół a co najważniejsze szczęście. Czujesz wtedy pustkę. Jakby ktoś zabrał ci serce włożył do pralki i oddał. Nic nie ma sensu. Życie staje się szare, nudne... Właśnie tak czuję się od dwóch dni. Od 48 najgorszych godzin od lat. Ostatni raz było tak 5 lat temu, gdy zostawiła mnie tu jedyna mi bliska osoba, a potem gdy ta sama osoba oświadczyła mi, że już nie wróci. Zostaje w Londynie. Dlaczego tak jest? Byłam szczęśliwa. Pierwszy od lat byłam szczęśliwa. Miałam chłopaka, przyjaciół, dostałam się na pierwszy rok medycyny. No i wczoraj cały świat runął. Czemu? Przez moją głupotę. Dokładnie dwie doby temu była 2 rocznica mojego związku z Mattem. Zaprosił mnie na kolację i oświadczył się, a ja? Mam dopiero 20 lat, plany, marzenia. Muszę skończyć studia i wizja małżeństwa mnie przerażała. Nie potrafiłabym reszty życia spędzić z nim siedząc w domu i wychowujący dzieci. Chce je mieć, ale jeszcze nie teraz. Lubiła Mata. No właśnie na początku myślałam, że to miłość. Jednak myliłam się. Oczywiście chcę mieć rodzinę, ale z kimś kogo naprawdę pokocham bezgranicznie na zawsze. Wszyscy moi przyjaciele twierdzą, że zrobiłam z niego idiotę. On podobno nie może normalnie funkcjonować. Z resztą podobnie jak ja. To wszystko było dziwne... i to bardzo. Z rozmyślań wyrwała mnie piosenka 'Stay' Rihanny, która obwieszczała nowe połączenie. Nie podnosząc się, sięgnęłam ręką na stolik obok łóżka przywracając kolejne nie zydentyfikowane przedmioty. W końcu trafiłam na rzecz z której wydobywał się dźwięk. Spojrzałam w lekko porysowany ekran i nazwa kontaktu oślepiła mnie wręcz. Od czasu do czasu dzwoniła, ale nie odbierałam. Tym razem chciałam zrobić to samo. Jednak jakaś siła mi nie dawała. Zrobiłam wręcz odwrotnie. Nie wiem dlaczego, może tęskniłam za nią już za bardzo, a może prostu musiałam z kimś porozmawiać. Przesunęłam szybko palcem po wyświetlaczu i powoli przyłożyłam go do ucha.
-Słucham?- zaczęłam niepewnie.
-O boże!- usłyszałam radosny głos Lou.
-Yy nie pomyłka. Nazywam się Lilly.- śmiałam się nerwowo.
-Nawet nie wiesz jak się cieszę, że w końcu odebrałaś.- zaczęła płakać.
-Dobra, dobra. Chyba nie dzwonisz żeby mi tu płakać.
-Nie. Jeju jestem taka szczęśliwa. Co słychać? Wszystko w porządku? Co się w ogóle u was dzieje.- zacisnęłam dłonie na pościeli.
-Wszystko okej. Studiuje sobie - mówiłam trzęsącym się głosem.
-Ej młoda ile ja cię znam? O co chodzi? Masz jakiś problem?- pytała blondynka.
-Louisa...- zaczęłam płakać.- to nie ma sensu. Moje życie nie ma sensu.
-Ej, ej. Spokojnie co zrobiłaś?- opowiedziałam jej całą historię. Wszystko po kolei.
Lou milczała przez chwilę. Po czym odezwała się radośnie.
-Lilly, przyjedź do mnie na miesiąc, albo dwa.
-Już kiedyś z twoich ust padły słowa na miesiąc, dwa.
-Jeju nie zaczynaj znowu.. Proszę...
-Okej, okej. Ale nie mogę rzucić studiów i portu wyjechać na drugi koniec kraju...
-Rozumiem- westchnęła- ale pamiętaj. Zawsze możesz do nas przyjechać. Lux poznałaby w końcu swoją ciotkę.
-Dziękuje, ale nie. Trzymaj się.
-Wzajemnie i dzwoń kiedy tylko chcesz. Pa..- rozłączyła się. Usiadłam na łóżku. W mojej głowie była tylko jedna myśl. Niro dawała mi spokoju. Nie! Nie mogę jechać do Londynu... Co ze studiami? Niby tam są jeszcze lepsze, ale muszę zaczynać od nowa. W sumie to i tak zrobię sobie przerwę... Po 2 godzinach byłam już prawie spakowana. Jestem wariatką, ale nic mnie tu nie trzyma. Może tam będzie lepiej? Pakowałam się powoli, zabierając każdą cząstkę mojego życia. Nawet moje zdjęcie z Louisą, chociaż będę miała ją na miejscu. Płakałam pomimo wszystko. Jednak byłam szczęśliwa. Musiałam to zrobić. Zeszłam na dół tachając za sobą dużą pomarańczową walizkę, która kółkami uderzała o schody. Mama z tatą zerwali się i stanęli ze zdziwioną miną w przedpokoju.
-Możemy wiedzieć co ty wyprawiasz?- zapytał drwionco mój ojczym.
-Jadę do Londynu. Zamieszkam u Lou.- odpowiedziałam obojętnie.
-Lou?!- krzyknęli jednocześnie.
-Tak. Mam prawo odwiedzić siostrę?
-Tak, oczywiście.- patrzyli na mnie w lekkim szoku.
-Lilly, ale ty wrócisz?- zaczęła niepewnie mama.
-Tak.- uśmiechnęłam się, ale czułam, że ją okłamuje.
-Odwiozę cię na dworzec.- oznajmił mi ojciec. Mama zaczęła tulić mnie z całych sił. Dobrze wiedziała, że skłamałam i raczej nie wrócę.
Wyszłam z domu. Czułam na twarzy mocny powiew kwietniowego chłodu. Wzdrygnęłam się.
Powoli oddalałam się od drzwi w kierunku furtki. Spojrzałam w okno mojego pokoju i wtedy zrozumiałam co musiała czuć moja siostra 5 lat temu. Nie miałam do niej żalu. W tamtej chwili kompletnie zniknął. Było jej ciężko i jestem dumna, że była tak silna.
Frank, bo tak miał na imię mój ojczym otworzył bagażnik i włożył walizkę.
-Wsiadaj!- pospieszył mnie. Usiadłam wygodnie w fotelu auta i poczułam łzy na policzkach.
-Napewno chcesz jechać?- spojrzał na mnie.
-Tak. Ruszajmy!- skwitowałam. Mijaliśmy znane mi budynki. Poprosiłam, żeby zwolnił. W myślach żegnałam się z nimi. Po paru minutach dojechaliśmy na dworzec. Poszłam do informacji zapytać o kurs do Londynu i bilet. Okazało się że najbliższy wyjeżdża za 25 minut. Usiadłam z Frankiem w poczekalni.
-Lilly, wiedz... zawsze kochałem cię jak córkę.- zaczął.
-A ja traktowałam cię jak ojca.- na moje słowa uśmiechnął się.
-No chodź do mnie.- zaczęliśmy się przytulać.
-Pomimo naszym kłótni będę tęskniła.- szeptałam.
-Oj ja też... - westchnął.
Pozostały czas siedzieliśmy przytuleni jak ojciec z córką. Autobus podjechał pod dworzec. Wsiadłam do środka machając tacie i odjechaliśmy. Za oknem widać było cudowny krajobraz szkocji. Wiosna nadchodziła małymi krokami. Włożyłam słuchawki i patrzyłam się w szybę. Poczułam czyjąś rękę na ramieniu. Wzdrygnęłam się. Spojrzałam w lewo stał przy mnie przystojny brunet. Schowałam odtwarzacz.
-Przepraszam, mogę usiąść.- zapytał, obdarzając mnie szczerym uśmiechem.
-Tak, jasne.- poklepałam miejsce obok siebie. Miał czarne oczy, które miały w sobie coś posiadającego. Były tajemnicze. Pomimo radości wydawały się smutne i pełne bólu.
-Więc jak masz na imię?- zaczął rozmowę.
-Lilly. A ty?
-Ralph. Jedziesz do Londynu tak?- pytał dalej.
-Do siostry.- uśmiechnęłam się pod nosem. Nasza rozmowa toczyła się dalej. Dogadywaliśmy się jak dobrzy przyjaciele. Dowiedziałam się, że przystojniak ma 24 lata. Jedzie do Londynu po nowe życie i mieszkał tu do 17 lat. Jechaliśmy około 5 godzin. Około godziny 22 byłam na dworcu w stolicy Anglii. Nie zdziwiłam się, że nikogo nie ma. Przecież Lou nic nie wiedziała. W domu znalazłam jej adres Ralph znał Londyn dlatego zaprowadził mnie pod jej dom. Mieszkała w dwupiętrowym domku z małym ogródkiem. Pożegnałam się z chłopakiem i dałam swój numer. Niepewnie otworzyłam białą furtkę i wyszłam na ścieżkę prowadzącą do brązowych drzwi. Stanęłam przed nimi i nacisnęłam dzwonek. Wzięłam trzy głębokie wdechy. Nikt nie otwierał. Odwróciłam się w kierunku wyjścia . Nagle stanęła przede mną Lux trzymana na rękach przez chłopaka z kręconymi włosami i cudnymi szafirowymi oczami nie był to chłopaka Louisy a tym bardziej ona...
// I jak? Proszę o komentarze. Wtedy będę miała chęć pisać.

5 komentarzy:

  1. Świeny. Czekam na next:p

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo ciekawie, mam nadzieję, że akcja niedługo bardziej się rozkręci i czymś nas zaskoczysz :)
    zapraszam do siebie :) www.wykrzesac-resztki-czlowieczenstwa.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetnie piszesz ;) masz talent!

    OdpowiedzUsuń
  4. Pisze naraz z jakąś Melą XD
    To znowu @awhmyLoueh. opowiadanie jest świetne! Ciekawa jestem kim jest Hazza... ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Cudne :)
    Nie chcę się przyczepiać, ale szafirowe oczy to inaczej niebieskie, a z tego co wiem Hazza ma zielone :]
    Pozdrawiam, buziaczki ;*

    OdpowiedzUsuń