08:47
Londyn
Ostatnie dni minęły bardzo szybko i monotonnie. Cały czas opiekowałam się Lux i zajmowałam domem. Tom wracał jak zawsze strasznie późno. Ralph nie zadzwonił. Ja doszłam do wniosku, że mam trochę godności i nie mam zamiaru pierwsza się odezwać. To dziwne, ale cieszyłam się na wieść wyjazdu do Amsterdamu. W sumie nigdy nie byłam jeszcze w tamtej części Europy. Prawdę mówiąc za granicą byłam tylko w Irlandii. Nawet fakt, że będzie tam Styles nie zepsuł mi humoru. Nie obawiałam się też jak będzie się zachowywał. Przecież u niego jest różnie. Raz potrafi być miły by potem zranić prosto w serce, ale miałam to gdzieś. No więc jechaliśmy do nich, bo w domu Louisy i Toma zaczynał się remont. Miał być tylko chwilowy. Małe zmiany. Kiedy Lou wróci Atkin chciał jej zrobić niespodziankę. Więc wczoraj po południu spakowałam siebie i Lux. Tom za to dogadał się z chłopcami.
-Lilly, musimy już jechać. Spóźnicie się na samolot.- krzyczał chłopak mojej siostry.
-Myślisz, że łatwo jest przynieść walizki z góry?- zapytałam.
-Przepraszam. Powinienem ci pomóc.- odparł.
-Okej. Jedźmy już.- wzięłam małą na ręce, a on zabrał nasze rzeczy. Dojechliśmy na lotnisko szybciej niż się spodziewałam. Czekałam z małą do odprawy i uzgadniałam szczegóły z Tomem.
-Więc nic jej nie mówisz. Spróbujesz tylko to wyrzucę cię z domu.- śmiał się.- powiesz, że się stęskniłaś.
-Okej, okej.- wywróciłam oczami.
-I uważaj na lotnisku, wiesz dużo osób kojarzy Lux.- chrząknoł i pokazał ukradkiem na dwie dziewczyny chichoczące i robiące nam zdjęcia. Odwróciłam się do nich i pomachałam razem z blondaskiem. One cicho pisnęły.
-Takie życie to rozumiem, nawet mi się podoba.- zażartowałam. Po 20 minutach byliśmy w samolocie. Lux jak na zawołanie od razu po starcie zasnęła. Miałam więc czas dla siebie. Otworzyłam mój czerwony zeszyt i zaczęłam notować.
'02.05.2013r. Jestem podekscytowana tym wyjazdem. Przyda się takie odstresowanie, o ile Styles będzie miał dobry humor.' Przewertowałam kilka stron. Na każdej przynajmiej dwa razy znajdowało się jego nazwisko. 'Mam obsesję'- prychnęłam. Po chwili jednak rozejrzałam się dookoła czy nikt tego nie słyszał. Dostrzegłam te dwie dziewczyny które nas fotografowały. Wstałam i podeszłam do nich. Na oko miały po 16 lat.
-Hej. Jestem Lilly. To wy chyba robiłyście zdjęcia Lux.- zmrużyłam oczy.
-Myyy...yy . Przepraszamy... ale jesteśmy Directioners.. i lecimy do Amsterdamu na koncert... a to była chyba chrześniaczka Harrego...- tłumaczyły.
-Ja się nie gniewam. Rozumiem to wasi idole.- usiadłam na miejscu obok nich.- więc jedziecie na koncert? Ja z małą też. Lubi wujków.- spojrzałam w jej kierunku z uśmiechem.
-A ty kim jesteś?- zapytały.
-No tak.. mnie nie znacie przecież. Jestem siostrą Louisy. Mamy Lux.- tłumaczyłam.
-Wiemy kto to Lou.- zapewniła druga.
-Znasz chłopów? Jacy są?- zapytały razem.
-Nie poznałam wszystkich zbyt dobrze. Mogę powiedzieć, że Liam i Zayn są mili. Niall jest szalony. Za to Lou jest tak zwariowany, że pobija wszystkich swoimi pomysłami.- śmiałam się.
-A Harry?- padło nie pamiętam z czyich ust. Zalała mnie wtedy dziwna fala gorąca. Co miałam powiedzieć o nim? Totalna pustka w głowie. Rozchyliłam lekko usta. Zaschło mi w gardle. Po chwili przełknęłam ślinę.
-On jest... jest bardzo dobry dla Lux i swoich przyjaciół.- powiedziałam bez zastanowienia. Nastolatki zbadały uważnie moją twarz. Chyba dostrzegły moje zakłopotanie.- muszą już iść. Mała się może obudzić. Podniosłam się i chwiejnym krokiem wróciłam na swoje miejsce. Myśli o Harrymy zaczęły toczyć w mojej głowie jakąś istną walkę na śmierć i życie. Z jednej strony nie lubiłam go, ale z drugiej czułam coś dziwnego. Nagłą chęć zaprzyjaźnienia się z nim. To było nie możliwe, bo on nawet patrzeć na mnie nie mógł. Przymknęłam powieki skupiając się na tym co się we mnie działo. Wiedziałam jedno... Któraś część za chwilę umrze. No i tak się stało...
-Moje skarby nareszcie są.- przywitał nas Louis wysiadając z samochodu pod lotniskiem.
-Miło, że tęskniłeś.- przytuliłam go.
-Coś się stało? Dziwna jakaś jesteś.- stwierdził.
-Ja? Wydaje ci się.- odpowiedziałam z uśmiechem. Wsiadłam z Lux do busu. W środku byli wszyscy 3 chłopcy, plus Lou. No tak pan Styles nie miał czasu przyjechać.
-Gdzie Harry?- wyrwało mi się. Wszyscy obecni spojrzeli na mnie podejrzliwie.
-Możesz powtórzyć?- krztusił się Liam.
-No coś w tym złego? Tak źle i tak nie dobrze.- westchnęłam.
-Nie no... Tylko od kiedy cię to obchodzi?- dopytywał Niall.
-Matko! Chciałam być miła. Nic wielkiego. Nie martwcie się. Wszystkich jest po staremu.- skłamałam. Dalsza droga minęła w absolutnej ciszy. Myślę, że wszystkich zatkało po moim pytaniu... Zapukałyśmy do drzwi. Chłopcy stwierdzili, że to pokój Lou. Jakim zdziwieniem było, że drzwi otworzył mi Hazza... A czego mogłam się po nich spodziewać. Zrobił minę jakby zobaczył ducha.
-Eh.. Cześć. Widzę, że nie wiedziałeś o moim przyjeździe. Tak w ogóle to szukam mojej siostry.- nie potrafiłam zapanować nad moim słowotokiem.
-I co znowu pomyliłaś pokoje?- spojrzał na mnie zły. Zbladłam. Już miałam odejść, kiedy Curly roześmiał się donośnie i wskazał mi żebym weszła.- dobrze trafiłaś to jej pokój, tylko musiała na chwilę wyjść.- odetchnęłam. Drugi raz nie mogłam przecież zaliczyć takiej wtopy. Styles oczywiście porwał małą i biegał jak dziecko po całym pomieszczeniu, bawiąc się w niezrozumiałą dla mnie grę.
-I co opanowałeś się? Już okej. Mówię ci nie myśl o niej. To dawna sprawa. Teraz jest teraz.- słyszałam głos Louis dobiegający z przedpokoju. Harry wyraźnie się zmieszał.
-Lou. Cicho!- wrzasnął. Zza ściany wyłoniła się blond czupryna.
-Lilly! Lux! Co wy tu..?- zaniemówiła.
-Tęskniłyśmy.- przytuliłam ją.
-Ale jak? Dlaczego?- dopytywała.
-Po prostu... Kochamy cię.- uśmiechnęłam się. Kąciki ust Harrego powędrowały w górę. Niestety gdy spojrzałam na niego znowu jego twarz skamieniała i stała się bezuczuciowa. Zawsze tak na mnie patrzył. Obojętność przebijała się najczęściej. Niekiedy była połączona z wściekłością lub zadowoleniem z dogryzienia mi.
-Ja wezmę małą i pobawimy się gdzieś .- oznajmił chłopak po chwili i spojrzał dziwnie na Lou. Zostałyśmy same.
-Lilly chyba musimy pogadać o Harrym. Ty czegoś nie wiesz.- zaczęła.
-Nie chcę tego znowu drążyć.- westchnęłam.
-On nie chce być taki. Pozwól mu wytłumaczyć. Może zrozumiesz dlaczego czasami się tak zachowuje w stosunku do ciebie.-złapała mnie za ręce.
-Ale ja rozumiem. Nie każdy musi mnie lubić.- spojrzałam jej w oczy.
-Ty niczego nie rozumiesz...- załamała ręce.
-Ta rozmowa nie ma sensu. Idę poszukać swojego pokoju i pogadać z innymi, bo tylko chcesz mówić o jednym. Lecz się.- trzasnęłam drzwiami. Na korytarzu Styles biegał za małą. Widząc w jakim jestem stanie zmarszczył czoło.
-Coś się stało?- przyglądał mi się.
-Nie udawaj. Jeżli chcesz mi coś wytłumaczyć to proszę bardzo. Tylko szkoda, że nie masz co. Ja wiem od dawna.-odpowiedziałam.
-Naprawdę?- zmieszał się.
-Tak. Tylko... myślałam, że nigdy tego nie powiem, ale... Harry proszę cię, nie odbieraj mi mojej siostry. Nie musimy się lubić. Po prostu omijajmy się.- wyrzuciłam to z siebie.
-To nie o to chodzi. Ja nie chcę ci nic odbierać.- tłumaczył.
-Kłamiesz, ciągle kłamiesz. Mam was już dosyć.- zbiegłam na dół po schodach. Musiałam wyjść na dwór. Czułam, że się zaraz uduszę. Otwierając drzwi tylnego wyjścia całe moje ciało przeszedł przyjemny dreszcz. Nie paliłam, ale wtedy miałam straszną ochotę czymś się zająć. Nie chcę myśleć... Rozejrzałam się. Na ławce siedział chłopak w kapturze, paląc nerwowo ruszał ręką. Szansa, że zna angielski była minimalna, ale spróbowałam jakoś się dogadać.
-Przepraszam..-zaczęłam. Na moje słowa odwrócił się. Jak bardzo byłam zdziwiona widząc przed sobą Liama z papierosem w dłoni.
-Ty palisz?!- krzyknęłam zaskoczona.
-Od niedawna.- zasunął bluzę, chowając nos. Weszłam na ławkę i usiadłam na oparciu. Położyłam rękę na plecach Payna. Wyciągnął z kieszeni paczkę i zapalniczkę. Rozumiał mnie bez słów. Podpaliłam jednego. Zaciągnęłam się ile sił w płucach. Tego mi było trzeba.
-Dwa lata niepalenia poszło się...
-Ej, ej.- klepnął mnie w łydkę.- Paliłaś już?- spojrzał na mnie badawczo.
-Tak od 15 roku życia. Musiałam się czymś zająć, żeby nie zwariować. W moje 18 urodziny rzuciłam.- wyznałam brązowookiemu.
-Dobra, o co chodzi?- uśmiechnął się lekko.
-Nic ważnego. - zbyłam go.
-Myślałem, że będziemy przyjaciółmi.- wstał.
-Poczekaj. Ja sama nie wiem o co chodzi. Harry... On mnie doprowadza do dziwnego stanu. Powinnam go nienawidzić, ale..- Li podniósł brwi do góry.
-Nie, nie, nie!- machałam palcem.
-To co?- wzruszył ramionami.
-Nad tym się właśnie zastanawiam. A co z tobą?- zmieniłam temat.
-Mogę ci zaufać?- na jego słowa prztaknęłam- więc przed wyjazdem zerwaliśmy z Dan. Nikt jeszcze o tym nie wie. Boję się, że nasi fani ją znienawidzą. Ona jest wspaniała.- zamyślił się.
-Kochasz ją nadal?- zapytałam.
-A ty kochasz Stylesa?- odpowiedział pytaniem.
-Okej. Sam nie jesteś pewien?
-Dokładnie. Cieszę się, że mogę w końcu z kimś o tym porozmawiać. Ty czujesz to samo.- objął mnie ramieniem.
-Musisz im powiedzieć. Chłopcom, fanom.. zaufaj im. Wasze Directioners to na prawdę mądre dziewczyny. Poznałam dwie w samolocie. -wyrzuciłam fajka do kosza.
-Tu jesteście!- wrzasnęła pozostała trójka przygłupów otwierając drzwi. Nagle stanęli jak wryci.
-Czy ty ją przytulasz?- wydusił Louis.- myślałem, że to ja jestem twoim ulubieńcem- dodał odwracając się i robiąc minę obrażonego dziecka.
-Chodź do nas, głupku.- na co wszyscy rzucili się w naszym kierunku. Chłopcy zaczęli robić wielkiego przytulasa. Nagle za plecami usłyszałam chrząknięcie. Wiadomo kogo.
-Lilly wiesz może, gdzie są pampersy?- zapytał Harry trzymając Lux w 'bezpiecznej odległości' i wykrzywiając nos...
12.05.2013r.
18:32
Hamburg
Chłopcy właśnie grali ostatni koncert. Ja zostałam w hotelu by spakować rzeczy. Wracaliśmy do Londynu. Dziesięć ostatnich dni było jak jeden wielki sen. Wkładając rzeczy przypomniałam sobie o moim czerwonym zeszycie. Otworzyłam czystą stronę.
'12.05.2013r. To był najbardziej ekscytujący czas w moim życiu. Te 10 dni uświadomiło mi dlaczego Louisa tak bardzo ich lubi. Prawie codziennie byliśmy w innym miejscu. Chyba na prawdę zaprzyjaźniłam się z Niallem, Louisem i Zaynem. Za to z Liamem potrafiłam rozmawiać całymi wieczorami. Codziennie, gdy mieli tylko czas robiliśmy coś razem. Harry chyba odpuścił. Ciągle był smutny i nieobecny. Miałam nawet wyrzuty sumienia, że przeze mnie marnuje dobrą zabawę. Jednak oni wytłumaczyli mi, że to jego wybór. W sumie szkoda, że musimy wracać, do szarego i nudnego Londynu. Myśl, że nie będzie tam tych czterech osób sprawia we mnie nieustający strach.'
Odłożyłam go na miejsce. Postanowiłam zadzwonić do Toma. Chciałam upewnić się, że wszystko jest już skończone. Odebrał po 4 sygnałach.
-Słucham.- powiedział zdenerwowany.
-No cześć. Wszystko skończone? Mam nadzieję, że Lou się spodoba.
-Lilly właśnie miałem dzwonić. Jest problem...
//Czwartek.! Dziękuje za wszystkie komentarze. Mam nadzieję, że będzie ich co raz więcej. ;3 Mam ostatnio zły humor ;c Mam nadzieję, że mi poprawicie. Pozdrawiam :*

Co jaki problem?! Dlaczego w takim momencie przerwałaś? Czekam na next:P
OdpowiedzUsuńCo to za problem?! Grrrrrrr... Niesamowity *-* Nie mogę się doczekać nn
OdpowiedzUsuńEkstra.! ;*
OdpowiedzUsuńCzy Lil kocha Harrego.? :D