sobota, 15 czerwca 2013

Rozdział 10.~ Trouble...

27.05.2013r.
15:33
Londyn
-Skarbie musisz już iść?- Ralph patrzył na mnie jak mały bezbronny piesek.
-Wiesz, że Lou i chłopcy wracają dziś do domu. Nie mogę ich olewać.- jęknełam.
-W dalszym ciągu nie podoba mi się fakt, że mieszkasz z dwoma nieznajomymi, przystojnymi chłopakami. Którzy w dodatku są rozpoznawalni i ubustwiani przez miliony nastolatek.- droczył się ze mną.
-Już nie długo. Jak wyjdzie ze szpitala kupimy coś razem. Pasuje?- usmiechnęłam się.
-Niech ci będzie.- machnął ręką po czym parsknął. Wzięłam torbę z jego łóżka. Nagle chłopak przyciągnął mnie do siebie. Musnął przelotnie moje usta.
-Nie idź.- szeptał. Jego ciepły oddech otulił moją twarz.
-Panie Johnson wiem co chodzi panu po głowie. Pragnę jednak przypomnieć, że jesteśmy w szpitalu.- mruknęłam. Brunet jednak nic sobie z tego nie robił. Wpił się w moje usta i wplutł ręce we włosy.
-Nie idź.- powtórzył.
-Muszę- oderwałam się od niego.- ale jakoś ci to wynagrodzę.- puściłam mu oko. Mówiąc szczerze w tamtym momencie nie miałam wątpliwości, że go kocham. Nie zagłębiałam się co prawda w moje uczucia. Bałam się. Może oszukuje samą siebie. Cieszyłam się chwilą i kierowałam powieszchowną opinią. Może okazywałam samą siebie? Może ta idealna osoba wcale nie ma na imię Ralph. Prawdę mówiąc nie chciałam wracać do domu. Dlaczego? Teraz mogłyby się otworzyć głębsze pokłady mojej duszy, które są sprzeczne z ustaleniami idealnego życia. Tylko po co to komplikować. Do tego dochodzi jeszcze sprawa z ramką. Jednak tu miałam mieszane uczucia. Obawiałam się kłótni z Harry, ale chciałam wiedzieć co to ma do cholery znaczyć?

-Cześć.- rzuciłam obojętnie przechodząc przy wejściu do kuchni w kierunku wieszaka. Mieli chyba jakąś tajną naradę,bo był u nas cały zespół, albo zwyczajnie siedzieli gadając.
-Tak się witasz po tylu dniach rozłąki?- przybiegł do mnie Louis odgrywają teatralnie rozpacz. Spojrzałam na niego z politowaniem.- dorośnij...-  pokręciłam głową.
-No nie bądź taka chodź do wujka.- przytulił mnie mocno.
-Lo-u-is du-sisz...- wybełkotałam.
-Że co?- prychnął.
-Że ją puść, ciemniaku.- usłyszałam głos dobiegający z naprzeciwka. Nie musiałam patrzyć. Harry. Harry Styles. Harry Edward Styles... W mojej głowie wybuchło milion fajerwerek.
-Oh przepraszam.- niebieskooki pocałował mnie w policzek.
-Cześć.- lokers uśmiechał się stojąc wychylony w progu kuchni.
-Cze-cześć.- i znowu milion fajerwerek rozerwało mi czaszkę. Przywitałam się z resztą moich przyjaciół i kochaną siostrą. Chłopcy opowiadali różne anegdotki dotyczące koncertów.
-A Lilly miałaś jakąś ważną sprawę.- przypomniał sobie Lou. Nagle wszystkie oczy zwróciły się na mnie.
-Tak... Ale to taka jakby sprawa w cztery oczy.- Curly zmarszczył brwi i uważnie lustrował moją twarz.
-To choć na dwór.- zaproponował. Zgodziłam się. Po paru sekundach już delektowałam się londyńskim powietrzem. Tommo wyszedł chwilę po mnie. Mocował się jeszcze z niesforną bluzą.
-Tysiąc razy zastanawiałam się jak zapytać. Dobre spróbuje prosto z
mostu.- wzięłam głęboki wdech.- jesteś najlepszym przyjacielem Stylesa?- uniosłam do góry brew.
-No można tak powiedzieć- wzruszył ramionami.
-Więc czy...-zawahałam się- czy w jego życiu była kiedyś jakaś dziewczyna uderzająco podobna do mnie?- spojrzałam na niego z nadzieją, że w końcu dowiem się co tu jest grane.
-Isabella..- spuścił głowę.
-Kim ona jest?- spytałam obcesowo. Widziałam, że był to jakiś drażliwy temat.
-Isabella Webb była pierwszą miłością Harrego...- i w tamtym momencie szczęka mi opadła.- zaginęła około 4 lata temu. Hazz nie mógł się pozbierać. Anne, to znaczy jego mama nie mogła na to patrzeć i w końcu namówiła go na X-factor'a to był jeden z głównych powodów.- czułam się jak w jakimś totalnie pokręconym filmie. Jak w ukrytej kamerze...
-Zaginęła?- powtórzyłam jego słowo.
-Tak. Wyprowadziła się z sierocińca i od tamtej pory nikt jej nie widział...
-Sierocińca?- kolejne słowo pocharatało mi gardło.
-Tak. Ale skąd ty..
-Harry ma w swoim pokoju jej zdjęcie.- przerwałam mu.
-Ach tak.- uderzył się w czoło.- od kiedy się pojawiłaś Styles totalnie się zmienił. Na każdym kroku przypominasz mu ją... On chciał to sobie poukładać. Nic ci nie powiedzieliśmy. Rozumiesz?- zapytał trzymając mnie ostrożnie w pasie, jakbym miała zaraz się rozpaść.
-Louis, to dlatego on tak strasznie mnie nie lubi. Boli go to...- przytuliłam się do chłopaka.
-Wiedziałem, że jesteś mądra.- przeczesał moje włosy. Wtuliłam się w niego jeszcze bardziej.
-Obiecuje postaram się być wyrozumiała. Wróciliśmy do środka. Ulżyło mi... Wiem, że to nie moja wina. Rozejrzałam się po pomieszczeniu. Nagle uderzyła we mnie fala paniki.
-Gdzie jest Harry!?- krzyknęłam.
Wszyscy patrzyli na mnie jakbym urwała się nie wiadomo skąd. W końcu odezwała się Teasdale.
-Poszedł się położyć.
-Nie...- szepnęłam. Zerwałam się pędząc po schodach na górę. Drzwi pierwszego pokoju były otwarte. Nad potłuczonym obrazkiem klęczał brunet. Podeszłam do niego i chwyciłam za ramię.
-Przepraszam.- szepnęłam. Curly podniósł się i ustał do mnie twarzą w twarz.
-Ty.. ryknął. Nagle głośno wypuścił powietrze.- Okej. To tylko ramka.- wzruszył ramionami.
-Bo Lou mi powiedział, że masz tu leki i ja..- mówiłam jak w amoku. W końcu dotarły do mnie jego słowa.- Słucham?- nie kryłam zdumienia.
-To tylko ramka, ale odkupisz mi?- zaśmiał się.
-Myślałam, że zrobisz mi aferę.- wyruszyłam oczy.
-Też bym tak pomyślał.- mruknął.
-To czemu tego nie zrobisz? Wygarnij mi wreszcie. Nie męcz się co.- kpiłam.
-Spokojnie.- przytrzymał mnie za ramiona. Byłam cała roztrzęsiona.
-No pokaż jak mnie nienawidzisz. Niech wszyscy wiedzą!- tłukłam pięściami w jego umięśnioną klatkę piersiową.
-Napewno?- zaśmiał się ironicznie. Przytaknęłam. Czekałam z niecierpliwością. Chłopak przybliżył się do mnie. Byłam zdezorientowana. Nim się zdążyłam domyśleć o co mu chodzi, Curly wbił się w moje usta. Próbowałam go odepchnąć. Był za silny. Z każdym moim szarpnięciem coraz mocniej zamykał mnie w uścisku. Poddałam się. Czułam się tak lekko. Jego cudowne, stanowcze, a zarazem delikatne usta sprawiały, że nie chciałam by ten moment się kończył. Moje serce wypełniło gorąco. Byłam w niebie, a nawet wyżej. Nigdy nie pragnęłam kogoś tak bardzo i to mnie przerażało. Teraz to ja mocno przygryzałam jego wargę. Chłopak mruknął zadowolony. Nie panowałam nad tym. Styles przeniósł swoje duże dłonie z ramion na pośladki i mocno je scisnął. Coraz bardziej mnie to nakrecało. Zdjęłam jego białą koszulkę. Brunet pchnął mnie na łóżko. Między nami wybuchła od dawna skrywana fala pożądania. Nie byłam w stanie powstrzymać przebiegu wydarzeń. Hazza rozpinał właśnie moją koszulę. Nagle obrócił głowę w kierunku drzwi, a ja wraz z nim. Przecież nie zamknęłam ich. W progu stał Louis z szczęką na podłodze.
-Rozumiem.- skomentował i wycofał się, wyraźnie zażenowany. Wyrwałam się i zbiegłam na dół.
-Lou- zaczęłam.
-Okej. To wasza sprawa. Naprawdę.- uniósł ręce ku górze.
-To nie tak!- wrzasnęłam i wybiegłam na zewnątrz. Pędziłam gdzieś, w nie znajomą stronę. Jak to możliwe, że jeszcze rano był moim wrogiem numer jeden, a teraz prawie... Nawet nie chce myśleć co by było gdyby nie Tommo. A może chciałam?
//Mamy 10! I jak? Proszę powiedzcie jak wam się do tej pory podoba opowiadanie? Pozdrawiam. :*

6 komentarzy:

  1. WERSZCIE SIĘ POCAŁOWALI!!! Teraz tylko czekać na ich chodzenie po bułki XD Niesamowity *-*

    OdpowiedzUsuń
  2. Huhu pocałunek xd
    Rozdział genialny. Czekam na next.

    OdpowiedzUsuń
  3. Cudowny *O*
    Zapraszam do mnie xxx
    http://kate-onedirection-onlt-time-will-tell.blogspot.com/2013/07/rozdzia-piaty.html

    OdpowiedzUsuń
  4. OMG.! *.*
    Boskie *-*
    I ta namiętna scena... Awww *.*

    OdpowiedzUsuń