C.D...
Płakałam. Pierwszy raz od pewnego czasu, pozwoliłam moim uczuciom by ujrzały światło dzienne. Nie wiedziałam co robić. Jak postąpić? Prawda była taka, że nie ochłonęłam po tym wszystkim. Pewnie każda nastolatka na moim miejscu skakałaby ze szczęścia. W końcu pocałował mnie Harry Styles. Tak, ten! Bożyszcze milionów nastolatek. Nie wiedziałam co czuję. Czy te tłumione przeze mnie emocje nie były miłością? Ale jak mogłam kochać i nienawidzić kogoś jednocześnie? Przecież to jest absurdalne. Tak samo jak ta cała sytuacja. Kocham Ralpha i to on jest tym jedynym. Tak przynajmniej mi się wydawało. Niestety nie oszukujmy się, pokochałam tego dupka Harrego od pierwszej chwili. Wtedy gdy zobaczyłam go z Lux już to wiedziałam, tylko nie chciałam tego dopuścić do świadomości, że kocham kogoś kto mnie nienawidzi. To znaczy nienawidził. Kochałam ich obydwu, ale to nic nie zmieniało. Ralphowi byłam bardziej potrzebna, a Hazza? Mogłam być tylko zabawką. Dla niego pocałunek mało znaczy. Nieraz słyszałam, że całował się z jakąś dziewczyną. Pozostał jeden problem. Czy potrafię udawać przed Ralphem, że nic się nie stało. Najlepiej jakbym wymazała to z pamięci, ale Louis to widział i wszyscy już o tym wiedzą.
Nie mam pojęcia ile siedziałam na ławce w parku. O tej porze roku był naprawdę wspaniały. Wszędzie było zielono od liści. Wcześniej nie zauważałam takich drobiazgów. Próbowałam w ten sposób się nie bać, ale fakt był taki, że naprawdę się zgubiłam. Szłam około 2 godzin. Nie wiedziałam ile przeszłam. Telefon niestety został w domu, do którego nie chciałam wracać. Nie znałam adresu, ani nawet nazwy ulicy. Chłopcy wyjadą dopiero 12 czerwca, czyli w dobrym układzie za ponad dwa tygodnie... Powoli zaczęło się ściemniać, a ja chodziłam po mieście szukając kogoś znajomego. Znałam tu jedynie Louise, Toma, Lux, Nialla, Liama, Louisa, Zayna, Ralpha, i Harrego, ale na niego zdecydowanie nie chciałam trafić. Zmęczona ustałam na przeciw sklepu z odzieżą i wpatrywałam się w wystawę. Nagle zobaczyłam brunetkę, która z zafascynowaniem przyglądała się mojej wystraszonej minie. Zaraz, zaraz. Znam kogoś jeszcze. "Eleanor!"- krzyknęłam, a ludzie wokół spojrzeli na mnie jak na wariatkę.
-Cześć Lilly.- machnęła mi przed nosem ręką.
-El!- wrzasnęłam jeszcze głośniej i rzuciłam się jej na szyję.
-Ej, wszystko okej?- zapytała zmartwiona, widząc moje łzy.W sumie nie wiedziałam czemu płakałam. Czy dlatego, że się zgubiłam, a ona przecież zna drogę powrotną, czy po prostu musiałam dać upust swoim emocjom? Jednak po chwili zdecydowałam, że raczej to drugie.
-Zgubiłam się.- jęknęłam, odklejając się od niej. Calder zaśmiała się gorzko.
-To co ty tu robisz sama? Gdzie chłopcy? Mieli mi cię pilnować.- oznajmiła poważnym tonem.
-Jestem duża, mogę sama wyjść.- burknęłam- nie potrzebuje ich.
-I się zgubić?- uniosła brew.- choć na kawę, a potem cię odholuję z powrotem.
*20 minut później*
Usiadłyśmy
z brunetką przy oknie. El zamówiła dwie mrożone kawy. Siedziałyśmy
oparte głowami o szybę. Przez dziesięć minut nie zamieniłyśmy ani słowa.
W końcu dziewczyna się odezwała.
-Co się dzieje?- położyła swoją rękę na mojej.
-Nic.- powiedziałam gdzieś w przestrzeń poza nią.
-Kogo chcesz oszukać?- westchnęła- widzę to, jesteśmy podobne.
-A ty dlaczego nie spotkałaś się dziś z Lou? Nie widzieliście się tyle czasu.- zmieniłam temat. Dziewczyna wzdrygnęła się, a jej oczy zaszły mgłą.- Eleanor...- zaczęłam niepewnie.
-Muszę- odchrząknęła.- muszę się z nim rozstać. Trwało to chwilę zanim mój mózg to przyswoił. To nie możliwe!
-Słucham?- spojrzałam jej w oczy, z których zaczęły wypływać pojedyncze łzy i błądzić po policzkach.
-Nie myśl o mnie źle. Muszę.- pociągnęła nosem.
-Musisz? Co ty sobie wyobrażasz? Louis cię kocha! Rozumiesz?- zacisnęłam pięści.
-Ja też go kocham. To właśnie jest najgorsze.- błądziła wzrokiem po osobach siedzących w sali.
-Nie rozumiem.- pokręciłam głową. Brunetka bez słowa wyjęła telefon chwilę w nim grzebała i wyciągnęła w moją stronę.- ale to...- zawahałam się.
-Bierz!- przysunęła bliżej drżącą dłoń. Była zalogowana na Twitterze i wciąż napływały nowe teety do niej.
*Nie jesteś warta Louisa. Co osiągnęłaś? Próbujesz wybić się jego kosztem*
*Jesteś obrzydliwa!*
*Powinnaś umrzeć!*
*Skąd biorą się tacy ludzie jak ty?! Mam nadzieję, że rozjedzie cię coś na przejściu*
Odsunęłam to szybko od siebie. Spojrzałam na nią ze współczuciem i mocno zacisnęłam jej dłoń.
-To obrzydliwe.- warknęłam.
-Tak jest od paru dni... Wcześniej też zdarzało się ich parę na dzień, ale ostatnio ciągle napływają nowe. To jakiś atak? Nie mam już siły na to. Dziś jakaś nastolatka oblała mnie wodą, na chodniku, tu w Londynie. Louis dzwonił do mnie, ale powiedziałam, że nie mam czasu.- otarła łzę z policzka. Zalogowałam się na swój profil i dodałam jej zdjęcie.
[[#RESPECTFORELEANOR @EleanorJCalder Love You Thanks for the evening xoxox]]
Oddałam jej komórkę, a ona szybko włożyła ją do spodni
-Zaufaj mi i powstrzymaj się do jutra.- uśmiechnęłam się tajemniczo. Dziewczyna schowała twarz w dłoniach.
-Teraz mów co u ciebie.- skrzywiłam się.
-Długa historia.- próbowałam się wymigać.
-Mam czas.- uniosła w górę kącik ust. Opowiedziałam jej wszystko od przyjazdu do Londynu po dzisiejszy pocałunek nie omijając relacji z Ralphem. Była pierwszą osobą, która o nas wiedziała. Potrzebowałam komuś się wygadać. Patrzyła na mnie z niedowierzaniem co chwilę kręcąc głową.
-Niezłe bagno.- westchnęła, gdy zakończyłam swój monolog.- mogę ci zadać jedno pytanie?
-Jasne.- odparłam znudzona.
-Kochasz Harrego?- spojrzała podejrzliwie w moje oczy.
-Do dzisiejszego ranka sądziłam, że go nienawidzę, a Ralph jest tym jedynym, ale teraz już nic nie wiem... Johnson jest taki, wiesz... bezpieczny, a Styles to nieustająca burza i przeraża mnie to jak bardzo go pragnę i jak mocno za nim szaleję. Dziś o mało co nie wylądowaliśmy w łóżku. Nigdy tego nie czułam. Jest taki delikatny i stanowczy zarazem. Ma takie piękne oczy...- biedna dziewczyna musiała słuchać jeszcze 10 minutowego monologu na temat Hazzy. Gdy w końcu skończyłam, ona obdarzyła mnie promiennym uśmiechem.
-No co?- żachnęłam się.
-Ja myślę, że ty dobrze wiesz czego chcesz, tylko jesteś za dobra by skończyć z Ralphem, bo jest chory.- oznajmiła.
-Ale ja jeszcze dziś rano sądziłam, że Styles to dupek. Nie mogło się to zmienić przez chwilę.- pokręciłam głową.
-Ty to już wiedziałaś wcześniej, ale nie dałaś temu uczuciu szansy dojść do głosu. Myślisz, że ja nie widziałam jak na niego patrzysz i w jaki sposób o nim mówisz?- spojrzała na mnie z litością. Myślę, że El miała rację. To dziwne "coś" skrywane w najgłębszych pokładach mojego umysłu właśnie się uwalniało. Od tamtej chwili Eleanor stała się moją najlepszą przyjaciółką. Przynajmniej tak sądziłam po dzisiejszym dniu.
Na zewnątrz było już całkiem ciemno, ale ja straciłam rachubę czasu. Postanowiłyśmy się zwinąć do domu. Okazało się, że jest całkiem niedaleko. Wystarczyło, że poszłyśmy piechotą. Dotarłyśmy pod wielki dom Stylinsonów.
-Wejdź.- nalegałam.
-Nie mogę. Nie teraz.- tłumaczyła się.
-Rozumiem.- uśmiechnęłam się blado.- obiecuję, że do jutra wszystko się ułoży.- pocałowałam ją w policzek.
-Jasne.- powiedziała prawie niesłyszalnym tonem.
Patrzyłam jeszcze chwilę za nią nim zniknęła za zakrętem. Nie chcę wracać do tego budynku. Nie teraz. Jednak musiałam. Podeszłam do drzwi i nacisnęłam klamkę. Z salonu wydobywał się dźwięk nostalgicznych rozmów. Nie mogłam dosłyszeć o co chodzi. Dobiegały do mnie urwane strzępy rozmowy "Lilly", "a jak się zgubiła", "to moja wina"- ta ostatnia wypowiedź padła z ust lokowatego. Co prawda nie widziałam ich, ale jego głos rozpoznam wszędzie.
"Już jestem!"- krzyknęłam melodyjnie. Zza ściany zaczęło wyłaniać się siedem zmartwionych sylwetek.
-Już?- zapytała zirytowana Louisa.
-O Tom wróciłeś.- zignorowałam jej pytanie.
-Mogę wiedzieć gdzie byłaś? Nie znasz miasta, a nie było cię ponad 5 godzin. Zaczęliśmy się zastanawiać czy cię zacząć szukać.
-Byłam z El.- oznajmiłam oschle i udałam się w kierunku schodów. Widać, że wszystkich wybiłam z pantałyku.
-Przecież miała dziś jakiś ważny pokaz.- zdziwił się Louis.
-Dziś? Może ci się pomyliło.- na jego twarzy dostrzegłam smutek. Szkoda, że zabroniła mi o tym wszystkim jemu mówić. Pewnie poczuł się zawiedziony...I wtedy przypomniał mi się mój plan.- Zayn, Liam i Niall, mogę was prosić na chwilę- dałam im do zrozumienia, że to coś ważnego.
-Okej.- odpowiedzieli i zawlekli się za mną na górę. Opowiedziałam im o co chodzi z Calder. Nie mogli wyjść z szoku. Najbardziej Malik, bo sam też miał dziewczynę.
-Nie mogę w to uwierzyć, co jeżeli Perrie też tak atakują?- przygryzł wargę.
-Wątpię, El powiedziała, że u niej to się zaczęło od paru dni. Może jakiś atak?- zapytałam.
-Może... - westchnęli.
-No, ale możecie pomóc. Wpadłam na pomysł, żeby zrobić akcję na TT coś co by dobrze mówiło o Eleanor. Nawet już zaczęłam, ale mnie mało osób obserwuj chociaż odkąd pojawiam się z wami liczba rośnie. Was posłuchają fanki rozumiecie?- spytałam z nadzieją. Po chwili na każdym profilu widniał tweet:
[[#RESPECTFORELEANOR @EleanorJCalder Don't hate she!]] Nie wiem jakim sposobem przyłączył się też Harry, chyba mu powiedzieli. Siedziałam w swoim pokoju z laptopem na kolanach i patrzyłam jak ciągle przybywa tweetów. Nagle usłyszałam śmiech Louisa z innego pokoju i zobaczyłam:

Już po kilku minutach spojrzałam na trendsy. Na mojej twarzy pojawił się uśmiech.
"Udało się!"- krzyknęłam przez otwarte drzwi do pozostałych. Chłopcy krzyknęli triumfalnie.
-Mogę wiedzieć co?- zapytał uśmiechnięty Tommo. Rozszerzyłam oczy.- Dziękuję, że pomagasz El.- przytulił mnie.
-Nie ma sprawy.- pościłam mu oko.
//Cześć. Przepraszam, że tak długo nic tu nie było, ale miałam awarię sieci :// No więc jest 11 rozdział. Liczę się z hejtami na temat Elounor. Może nawet parę osób przestanie to czytać. Dla jasności jak się domyślacie nie Shippuję Larrego, ale nie Shippuję też Elounor. Szanuję ją i nawet lubię. Ważne, że Lou jest przy niej uśmiechnięty i mi to wystarczy. Tak buu nie jestem prawdziwą Directioner, bo wierzę w Larrego jako bromance, a nie romance. Zabijcie mnie... Ale chcę pokazać jak czuję się El i to jest co do tej akcji z wczoraj na zakupach też... Pozdrawiam. Oczywiście proszę o komentarze :*
Płakałam. Pierwszy raz od pewnego czasu, pozwoliłam moim uczuciom by ujrzały światło dzienne. Nie wiedziałam co robić. Jak postąpić? Prawda była taka, że nie ochłonęłam po tym wszystkim. Pewnie każda nastolatka na moim miejscu skakałaby ze szczęścia. W końcu pocałował mnie Harry Styles. Tak, ten! Bożyszcze milionów nastolatek. Nie wiedziałam co czuję. Czy te tłumione przeze mnie emocje nie były miłością? Ale jak mogłam kochać i nienawidzić kogoś jednocześnie? Przecież to jest absurdalne. Tak samo jak ta cała sytuacja. Kocham Ralpha i to on jest tym jedynym. Tak przynajmniej mi się wydawało. Niestety nie oszukujmy się, pokochałam tego dupka Harrego od pierwszej chwili. Wtedy gdy zobaczyłam go z Lux już to wiedziałam, tylko nie chciałam tego dopuścić do świadomości, że kocham kogoś kto mnie nienawidzi. To znaczy nienawidził. Kochałam ich obydwu, ale to nic nie zmieniało. Ralphowi byłam bardziej potrzebna, a Hazza? Mogłam być tylko zabawką. Dla niego pocałunek mało znaczy. Nieraz słyszałam, że całował się z jakąś dziewczyną. Pozostał jeden problem. Czy potrafię udawać przed Ralphem, że nic się nie stało. Najlepiej jakbym wymazała to z pamięci, ale Louis to widział i wszyscy już o tym wiedzą.
Nie mam pojęcia ile siedziałam na ławce w parku. O tej porze roku był naprawdę wspaniały. Wszędzie było zielono od liści. Wcześniej nie zauważałam takich drobiazgów. Próbowałam w ten sposób się nie bać, ale fakt był taki, że naprawdę się zgubiłam. Szłam około 2 godzin. Nie wiedziałam ile przeszłam. Telefon niestety został w domu, do którego nie chciałam wracać. Nie znałam adresu, ani nawet nazwy ulicy. Chłopcy wyjadą dopiero 12 czerwca, czyli w dobrym układzie za ponad dwa tygodnie... Powoli zaczęło się ściemniać, a ja chodziłam po mieście szukając kogoś znajomego. Znałam tu jedynie Louise, Toma, Lux, Nialla, Liama, Louisa, Zayna, Ralpha, i Harrego, ale na niego zdecydowanie nie chciałam trafić. Zmęczona ustałam na przeciw sklepu z odzieżą i wpatrywałam się w wystawę. Nagle zobaczyłam brunetkę, która z zafascynowaniem przyglądała się mojej wystraszonej minie. Zaraz, zaraz. Znam kogoś jeszcze. "Eleanor!"- krzyknęłam, a ludzie wokół spojrzeli na mnie jak na wariatkę.
-Cześć Lilly.- machnęła mi przed nosem ręką.
-El!- wrzasnęłam jeszcze głośniej i rzuciłam się jej na szyję.
-Ej, wszystko okej?- zapytała zmartwiona, widząc moje łzy.W sumie nie wiedziałam czemu płakałam. Czy dlatego, że się zgubiłam, a ona przecież zna drogę powrotną, czy po prostu musiałam dać upust swoim emocjom? Jednak po chwili zdecydowałam, że raczej to drugie.
-Zgubiłam się.- jęknęłam, odklejając się od niej. Calder zaśmiała się gorzko.
-To co ty tu robisz sama? Gdzie chłopcy? Mieli mi cię pilnować.- oznajmiła poważnym tonem.
-Jestem duża, mogę sama wyjść.- burknęłam- nie potrzebuje ich.
-I się zgubić?- uniosła brew.- choć na kawę, a potem cię odholuję z powrotem.
*20 minut później*
Usiadłyśmy
z brunetką przy oknie. El zamówiła dwie mrożone kawy. Siedziałyśmy
oparte głowami o szybę. Przez dziesięć minut nie zamieniłyśmy ani słowa.
W końcu dziewczyna się odezwała. -Co się dzieje?- położyła swoją rękę na mojej.
-Nic.- powiedziałam gdzieś w przestrzeń poza nią.
-Kogo chcesz oszukać?- westchnęła- widzę to, jesteśmy podobne.
-A ty dlaczego nie spotkałaś się dziś z Lou? Nie widzieliście się tyle czasu.- zmieniłam temat. Dziewczyna wzdrygnęła się, a jej oczy zaszły mgłą.- Eleanor...- zaczęłam niepewnie.
-Muszę- odchrząknęła.- muszę się z nim rozstać. Trwało to chwilę zanim mój mózg to przyswoił. To nie możliwe!
-Słucham?- spojrzałam jej w oczy, z których zaczęły wypływać pojedyncze łzy i błądzić po policzkach.
-Nie myśl o mnie źle. Muszę.- pociągnęła nosem.
-Musisz? Co ty sobie wyobrażasz? Louis cię kocha! Rozumiesz?- zacisnęłam pięści.
-Ja też go kocham. To właśnie jest najgorsze.- błądziła wzrokiem po osobach siedzących w sali.
-Nie rozumiem.- pokręciłam głową. Brunetka bez słowa wyjęła telefon chwilę w nim grzebała i wyciągnęła w moją stronę.- ale to...- zawahałam się.
-Bierz!- przysunęła bliżej drżącą dłoń. Była zalogowana na Twitterze i wciąż napływały nowe teety do niej.
*Nie jesteś warta Louisa. Co osiągnęłaś? Próbujesz wybić się jego kosztem*
*Jesteś obrzydliwa!*
*Powinnaś umrzeć!*
*Skąd biorą się tacy ludzie jak ty?! Mam nadzieję, że rozjedzie cię coś na przejściu*
Odsunęłam to szybko od siebie. Spojrzałam na nią ze współczuciem i mocno zacisnęłam jej dłoń.
-To obrzydliwe.- warknęłam.
-Tak jest od paru dni... Wcześniej też zdarzało się ich parę na dzień, ale ostatnio ciągle napływają nowe. To jakiś atak? Nie mam już siły na to. Dziś jakaś nastolatka oblała mnie wodą, na chodniku, tu w Londynie. Louis dzwonił do mnie, ale powiedziałam, że nie mam czasu.- otarła łzę z policzka. Zalogowałam się na swój profil i dodałam jej zdjęcie.
[[#RESPECTFORELEANOR @EleanorJCalder Love You Thanks for the evening xoxox]]
Oddałam jej komórkę, a ona szybko włożyła ją do spodni
-Zaufaj mi i powstrzymaj się do jutra.- uśmiechnęłam się tajemniczo. Dziewczyna schowała twarz w dłoniach.
-Teraz mów co u ciebie.- skrzywiłam się.
-Długa historia.- próbowałam się wymigać.
-Mam czas.- uniosła w górę kącik ust. Opowiedziałam jej wszystko od przyjazdu do Londynu po dzisiejszy pocałunek nie omijając relacji z Ralphem. Była pierwszą osobą, która o nas wiedziała. Potrzebowałam komuś się wygadać. Patrzyła na mnie z niedowierzaniem co chwilę kręcąc głową.
-Niezłe bagno.- westchnęła, gdy zakończyłam swój monolog.- mogę ci zadać jedno pytanie?
-Jasne.- odparłam znudzona.
-Kochasz Harrego?- spojrzała podejrzliwie w moje oczy.
-Do dzisiejszego ranka sądziłam, że go nienawidzę, a Ralph jest tym jedynym, ale teraz już nic nie wiem... Johnson jest taki, wiesz... bezpieczny, a Styles to nieustająca burza i przeraża mnie to jak bardzo go pragnę i jak mocno za nim szaleję. Dziś o mało co nie wylądowaliśmy w łóżku. Nigdy tego nie czułam. Jest taki delikatny i stanowczy zarazem. Ma takie piękne oczy...- biedna dziewczyna musiała słuchać jeszcze 10 minutowego monologu na temat Hazzy. Gdy w końcu skończyłam, ona obdarzyła mnie promiennym uśmiechem.
-No co?- żachnęłam się.
-Ja myślę, że ty dobrze wiesz czego chcesz, tylko jesteś za dobra by skończyć z Ralphem, bo jest chory.- oznajmiła.
-Ale ja jeszcze dziś rano sądziłam, że Styles to dupek. Nie mogło się to zmienić przez chwilę.- pokręciłam głową.
-Ty to już wiedziałaś wcześniej, ale nie dałaś temu uczuciu szansy dojść do głosu. Myślisz, że ja nie widziałam jak na niego patrzysz i w jaki sposób o nim mówisz?- spojrzała na mnie z litością. Myślę, że El miała rację. To dziwne "coś" skrywane w najgłębszych pokładach mojego umysłu właśnie się uwalniało. Od tamtej chwili Eleanor stała się moją najlepszą przyjaciółką. Przynajmniej tak sądziłam po dzisiejszym dniu.
Na zewnątrz było już całkiem ciemno, ale ja straciłam rachubę czasu. Postanowiłyśmy się zwinąć do domu. Okazało się, że jest całkiem niedaleko. Wystarczyło, że poszłyśmy piechotą. Dotarłyśmy pod wielki dom Stylinsonów.
-Wejdź.- nalegałam.
-Nie mogę. Nie teraz.- tłumaczyła się.
-Rozumiem.- uśmiechnęłam się blado.- obiecuję, że do jutra wszystko się ułoży.- pocałowałam ją w policzek.
-Jasne.- powiedziała prawie niesłyszalnym tonem.
Patrzyłam jeszcze chwilę za nią nim zniknęła za zakrętem. Nie chcę wracać do tego budynku. Nie teraz. Jednak musiałam. Podeszłam do drzwi i nacisnęłam klamkę. Z salonu wydobywał się dźwięk nostalgicznych rozmów. Nie mogłam dosłyszeć o co chodzi. Dobiegały do mnie urwane strzępy rozmowy "Lilly", "a jak się zgubiła", "to moja wina"- ta ostatnia wypowiedź padła z ust lokowatego. Co prawda nie widziałam ich, ale jego głos rozpoznam wszędzie.
"Już jestem!"- krzyknęłam melodyjnie. Zza ściany zaczęło wyłaniać się siedem zmartwionych sylwetek.
-Już?- zapytała zirytowana Louisa.
-O Tom wróciłeś.- zignorowałam jej pytanie.
-Mogę wiedzieć gdzie byłaś? Nie znasz miasta, a nie było cię ponad 5 godzin. Zaczęliśmy się zastanawiać czy cię zacząć szukać.
-Byłam z El.- oznajmiłam oschle i udałam się w kierunku schodów. Widać, że wszystkich wybiłam z pantałyku.
-Przecież miała dziś jakiś ważny pokaz.- zdziwił się Louis.
-Dziś? Może ci się pomyliło.- na jego twarzy dostrzegłam smutek. Szkoda, że zabroniła mi o tym wszystkim jemu mówić. Pewnie poczuł się zawiedziony...I wtedy przypomniał mi się mój plan.- Zayn, Liam i Niall, mogę was prosić na chwilę- dałam im do zrozumienia, że to coś ważnego.
-Okej.- odpowiedzieli i zawlekli się za mną na górę. Opowiedziałam im o co chodzi z Calder. Nie mogli wyjść z szoku. Najbardziej Malik, bo sam też miał dziewczynę.
-Nie mogę w to uwierzyć, co jeżeli Perrie też tak atakują?- przygryzł wargę.
-Wątpię, El powiedziała, że u niej to się zaczęło od paru dni. Może jakiś atak?- zapytałam.
-Może... - westchnęli.
-No, ale możecie pomóc. Wpadłam na pomysł, żeby zrobić akcję na TT coś co by dobrze mówiło o Eleanor. Nawet już zaczęłam, ale mnie mało osób obserwuj chociaż odkąd pojawiam się z wami liczba rośnie. Was posłuchają fanki rozumiecie?- spytałam z nadzieją. Po chwili na każdym profilu widniał tweet:
[[#RESPECTFORELEANOR @EleanorJCalder Don't hate she!]] Nie wiem jakim sposobem przyłączył się też Harry, chyba mu powiedzieli. Siedziałam w swoim pokoju z laptopem na kolanach i patrzyłam jak ciągle przybywa tweetów. Nagle usłyszałam śmiech Louisa z innego pokoju i zobaczyłam:

Już po kilku minutach spojrzałam na trendsy. Na mojej twarzy pojawił się uśmiech.
"Udało się!"- krzyknęłam przez otwarte drzwi do pozostałych. Chłopcy krzyknęli triumfalnie.
-Mogę wiedzieć co?- zapytał uśmiechnięty Tommo. Rozszerzyłam oczy.- Dziękuję, że pomagasz El.- przytulił mnie.
-Nie ma sprawy.- pościłam mu oko.
//Cześć. Przepraszam, że tak długo nic tu nie było, ale miałam awarię sieci :// No więc jest 11 rozdział. Liczę się z hejtami na temat Elounor. Może nawet parę osób przestanie to czytać. Dla jasności jak się domyślacie nie Shippuję Larrego, ale nie Shippuję też Elounor. Szanuję ją i nawet lubię. Ważne, że Lou jest przy niej uśmiechnięty i mi to wystarczy. Tak buu nie jestem prawdziwą Directioner, bo wierzę w Larrego jako bromance, a nie romance. Zabijcie mnie... Ale chcę pokazać jak czuję się El i to jest co do tej akcji z wczoraj na zakupach też... Pozdrawiam. Oczywiście proszę o komentarze :*


Rozdział świetny. Nie rozumiem czemu ludzie hejtują Eleanor. Jej musi być okropnie smutno czytać, słuchać hety, że jest tylko przykrywką, a nawet jeśli by była to co? A kto powiedział, że nie jesteś prawdziwą Directioner? Hejtujesz? Nie! Prawdziwa Directioners wspiera chłopców i cieszy się ich szczęście. Nawet jeśli wierzy w bromance ;) Czekam na nexta
OdpowiedzUsuńDziękuje :* Wreszcie ktoś sądzi podobnie :)
Usuńhahahahhaha dobry suchar
UsuńSuper.
OdpowiedzUsuńNie moge się doczekać co dalej *.*
OdpowiedzUsuń*.*
OdpowiedzUsuńLiarry ♥