"Raz się żyje"- pomyślałam otwierając drzwi. Stawiając pierwszy krok zamknęłam oczy jak dziecko, które boi się uderzenia. Pozornie wszystko było okej. Nie oberwałam niczym ciężkim. Odetchnęłam i usiadłam na łóżku. Spojrzałam na szafkę i serce stanęło mi w piersi... W pierwszym momencie myślałam, że stoi tam lustro. Jednak osoba na zdjęciu, choć łudząco podobna, była elegancko uczesana i miała piękną sukienkę. Ja mogłam tylko marzyć, żeby się tak prezentować. Od kilku dni chodzę mizerna, z podpuchniętymi oczami i ubrana w rozciągnięte dresy. Tak, ewidentnie nie mogło to być lustro. Wzięłam pozłacaną ramkę, przysuwając bliżej. Badałam każdy element postaci. Zaskakujące, jak bardzo przypominała mnie z przed "tego wszystkiego". Po pierwszym szoku, doszły do mnie pytania. Kim była ta dziewczyna? Co jej zdjęcie robi w pokoju, wypranego z wszelkich uczuć, rozpieszczonego dzieciaka- Styles'a? Pierwszą myślą jaką mi się nasunęła była jego siostra, ale sądząc po niektórych strzępkach rozmowy pomiędzy nim, a Lou i innymi przyjaciółmi, jego siostra jest sporo starsza od niego, a zdjęcie wydaje się góra robione rok, dwa lata temu. Poza tym po co byłoby mu stare zdjęcie siostry? To musiał być ktoś ważny, tylko kto? Za dużo mam niedomówień, ale z drugiej strony, nie mogę zapytać wprost. Nie powinnam nawet przebywać w tym pomieszczeniu co dopiero przeglądać jego prywatne rzeczy. Jeśli Harry dowie się o tym, że byłam tu bez pozwolenia, wywiąże się kolejna bezsensowna kłótnia. Nie myśląc wiele wybiegłam z pokoju. Zapomniałam zabrać też tego po co tu przyszłam. Odezwały się we mnie ślady głęboko skrywanej klaustrofobii. Wpadłam pędem na schody i dzięki mojej wrodzonej niezdarności spadłam na sam dół, przy czym raniąc sobie głowę. Dobre 5 minut leżałam kompletnie wyprana ze świadomości. Nagle poczułam mocny ból w potylicy. Wywołany był głośnym dzwonkiem mojego telefonu. Głośniejszym niż zazwyczaj. Z całą pewnością mogłam stwierdził, że w tamtym momencie wręcz rozrywał bębenki i kumulował się ostrym tąpnięciem w głowie. Zasyczałam, zaciskając z całej siły zęby. Wygrzebałam telefon z tylnej kieszeni dresów. Zajęło mi to chwilę, gdyż moje ciało, całe poobijane odmawiało posłuszeństwa. Kiedy już go miałam, przestał dzwonić. Zaklęłam cicho. Cały czas robię tak przy Lux, chociaż jej tu nie było. Tak okropnie brakowało mi jej małych rączek, które tak delikatnie oplotywały moją szyję i kurczowo trzymały się mojej ręki, podczas gdy Harry bawił się z nią robiąc straszne miny. Rana zapulsowała jeszcze bardziej. Te imię wzbudzało we mnie sprzeczne emocje, których nie potrafię rozszyfrować. Przyłożyłam dwa palce, w okolicach pieczenia. Moje włosy w tamtym miejscu były lepkie i ciepłe. Jeszcze tego mi brakowało. Rozwalić sobie głowę, przez jedno głupie zdjęcie. Wstałam powoli podpierając się barierką. Wtedy ktoś zatelefonował drugi raz.
-Tak?- odezwałam się z wyraźną chrypką.
-Znalazłaś te leki?- zapytał bezpardonowo Louis.
-Słucham?- po moim upadku mało kojarzyłam.
-Jakieś 15 minut temu dzwoniłaś do mnie i się pytałaś o proszki.- przypomniał mi znudzony.
-Aaaach tak!- krzyknęłam, o wiele za głośno, klepiąc się w moją obolałą główkę.
-Lilly? Coś się stało?- jego ton zmienił się diametralnie. W głosie chłopaka słychać było troskę i obawę.
-Nie martw się jeszcze nie zgłupiałam.- zaśmiałam się nerwowo. Nagle wpadłam na genialny pomysł.- Musimy pogadać jak wrócisz. Będziesz miał czas?- podniosłam do góry brew.
-Dla ciebie zawsze.- mruknął seksownie.
-Wariat.- westchnęłam- szkoda, że zajęty.- śmiałam się.
-I zakochany.- podkreślił niebieskooki.
-Pozdrów wszystkich.
-Wszystkich?- zmieszał się.
-Tęsknie za wami.- zignorowałam jego pytanie.
-Wszystkimi?- zadał drugie.
-Tak.- zamyśliłam się.- Bez wyjątku.
Porozmawialiśmy jeszcze chwilę. Podnosząc się na chwilę zapomniałam, dlaczego tak właściwie leżałam. Jednak zaraz po nagłym zrywie odczułam mocny ucisk. Z mojego gardła wydostał się stłumiony jęk. Kiedy złapałam poziom byłam pewna, że bez proszków dalej nie pociągne. Jedynym wyjściem była jeszcze jedna wizyta w Haroldowym pokoju. Nie no, w sumie mogłam jeszcze iść do sklepu. Teoretycznie, bo praktycznie raczej bym tam nie doszła. Miałam nadzieję, że jednak dam radę przetrwać. Napiłam się zimnej wody i koncentrowałam na oddechu. Był już wyrównany, ale strasznie płytki, jakby coś w środku mnie dusiło. Jednak ból z każdą minutą nie słabł, a wręcz się potęgował. Ta cała historia była rodem z domu wariatów. Zdecydowałam, że po prostu szybko tam wejdę i po sprawie.
Otwierałam szybko szafki. Niczego nie było. Została ostatnia, ta najbliżej łóżka, na której było zdjęcie. Odetchnęłam. Powoli pociągnęłam drzwiczki w moją stronę. Tam też świeciło pustkami. Na darmo były moje nerwy. Mogłam tu nie wchodzić. Z impetem zamknęłam szafkę. Fotografia zachybotała się i ku mojej rozpaczy spadła na ziemię. Pisnęłam. Szkło rozbryzgło się po podłodze. Jeszcze tego mi brakowało. Teraz już będę musiała się przyznać. Kolejna awantura gotowa.
//Nie wiem co napisać. Coś chyba nie poszło, ale od następnego rozdziału zacznie się akcja. Proszę o komentarze. Bardzo mnie wspierają. :)
Myślałam, że znajdzie leki, a tu... nic. Och, ale za to kolejna kłótnia to jest lepsze od leków i hiszpańskiego serialu :D
OdpowiedzUsuńAle to ekscytujące ♡.♡
OdpowiedzUsuńsuper
OdpowiedzUsuńEkstra.! :D
OdpowiedzUsuń